Robert Lewandowski i Piotr Zieliński w duecie, czyli z Anfield Road po Puchar Europy [FELIETON]

Robert Lewandowski i Piotr Zieliński w duecie, czyli z Anfield Road po Puchar Europy [FELIETON]

Felietoniści, którzy od kilku lat prorokowali, że nie ma takiej siły, która by powstrzymała Roberta Lewandowskiego przed przejściem do Realu Madryt, w pośpiechu odwołują swoje wizje. Ja na szczęście nie muszę tego robić, co nie znaczy oczywiście, że takiemu rozwiązaniu nie kibicowałem, czemu dawałem wyraz i na tej stronie. 

Chętnie zobaczyłbym „Lewego” w koszulce Realu, a jeszcze chętniej obejrzał kilka strzelonych przez niego w królewskich barwach bramek. Wygląda jednak na to, że szanse na polski transfer stulecia zmalały po tym, jak w półfinale Ligi Mistrzów Sergio Ramos nakrył napastnika Bayernu czapką.

Robert Lewandowski i Piotr Zieliński w duecie, czyli z Anfield Road po Puchar Europy [FELIETON]

Z Pepe szło mężowi Anny zdecydowanie lepiej, pewnie dlatego Portugalczyka na Santiago Bernabeu już nie uświadczysz. No, ale Robert rządził w Lidze Mistrzów, gdy prowadził go Juergen Klopp, jeden z tych trenerów ze światowej czołówki, u którego piłkarze rozwijają się i dokonują widocznych postępów dosłownie z miesiąca na miesiąc. Śledziliśmy to na przykładzie naszej wspaniałej trójki z Dortmundu, a teraz owoce pracy Niemca zbierają w Liverpoolu. Najdziwniejsze jest to, że pod okiem Kloppa postępy robią nawet bramkarze, czego Loris Karius jest najwymowniejszym dowodem.

Na początku można było snuć spiskowe teorie o tym, iż niemiecki menedżer, odstawiając na bok Belga Simona Mignoleta, kieruje się lokalnym patriotyzmem, ale dziś już nikt nie ma wątpliwości, że to Kariusowi należy się pozycja numer 1 w bramce The Reds. Ba, przycichły nawet głosy o pilnej potrzebie transferu na Anfield Road nowego golkipera, bo skoro z Niemcem można było dojść do finału Ligi Mistrzów, to znaczy, że można dojść wszędzie. Czytaj: na szczyt Premier League. Aspiracje Liverpoolu nigdy nie były mniejsze, to klub, który zwyciężanie ma zapisane w genach i nawet starcie z Realem w Kijowie, choć budzi wielką radość i ekscytację, nie jest traktowane jako cudowne zrządzenie losu. Nie ma na Wyspach drugiej tak skutecznej drużyny w walce o Puchar Europy i każdy piłkarz, który w tym porcie dokuje, musi mieć tego świadomość.

Klub Amerykanina Johna W. Henry’ego został finansowo w tyle za Manchesterami, Chelsea i nawet Arsenalem, więc nie stać go na licytowanie się w walce o megagwiazdy, lecz, jak widać, czasem warto odpuścić i skupić się na zatrudnieniu sensownego trenera. Wiem, że dziś Lewandowski na skojarzenie z Liverpoolem tylko pokręciłby nosem, ale poczekajmy jeszcze rok, dwa, a zobaczymy, czy i ten kierunek nie okaże się dla niego wart rozważenia. Tym bardziej, gdyby nadal pracował tam Klopp, facet, któremu w karierze zawdzięcza najwięcej. Dziś szlif u niego przydałby się Piotrowi Zielińskiemu. I nagle mogłoby się okazać, że duetowi Polaków bliżej do sięgnięcia po Puchar Europy z północy Anglii, niż z jakiegokolwiek innego miejsca w Europie. Wtedy i Real można by przeboleć…

 

(AIP)

COMMENTS

WORDPRESS: 0