Rajd Dakar 2018. Kapitalna pogoń na piątym etapie i awans Przygońskiego

Rajd Dakar 2018. Kapitalna pogoń na piątym etapie i awans Przygońskiego

Piąty etap rajdu Dakar okazał się, jak na razie, najbardziej wymagający, a problemy z pokonaniem wydm miała większość zawodników. Kuba Przygoński pilotowany przez Toma Colsoula, pomimo przygody na początku odcinka, drugą część pojechał rewelacyjnie. Sukcesywnie odrabiał straty, aby ostatecznie zająć dziesiąte miejsce, dzięki czemu awansował w klasyfikacji generalnej na ósmą pozycję. Drugi z zawodników ORLEN Team, motocyklista Maciek Giemza, uzyskał dziś 39. czas odcinka specjalnego i w generalce utrzymał 32. miejsce.

Ostatni pełny peruwiański etap z San Juan de Marcona do Arequipy miał dwa warianty. Na motocyklistów i zawodników na quadach czekało 266 km odcinka specjalnego i 508 km dojazdówki. Samochody i ciężarówki miały do pokonania 268 km OS-a oraz 666 km do biwaku. Niezależnie od wariantu, po raz kolejny wszystkim uczestnikom we znaki dały się peruwiańskie wydmy. Chwilowy brak czujności lub błąd nawigacyjny kończył się wywrotką lub zakopaniem pojazdu. Już na pierwszych kilometrach zakopali się, jadący jako pierwsi, Sebastien Loeb i Carlos Sainz. Obaj kierowcy Peugeota odkopali swoje auta, ale Loeb kilka minut później zakopał się ponownie, tym razem na dobre, a wydobycie pojazdu zajęło ponad 2 godziny. Ostatecznie wycofał się z rajdu z powodu kontuzji pilota Daniela Eleny. Problemy swoich kolegów z zespołu wykorzystał Stéphane Peterhansel.

Pamiętający jeszcze afrykańskie edycje rajdu Francuz najlepiej poradził sobie na wydmach i ostatecznie wygrał, odnosząc 72. etapowe zwycięstwo w Dakarze. Kolejni na mecie odcinka pojawili się kierowcy Toyoty. Drugi Holender Bernhard ten Brinke stracił prawie 5 minut do zwycięzcy. Na trzeciej pozycji, ze stratą 13 minut, dotarł pochodzący z RPA Giniel de Villiers. Wśród innych załóg, które zakopały swoje samochody, byli Kuba Przygoński i Tom Colsoul. Zespół ORLEN Team stracił blisko pół godziny na uwolnienie swojego Mini z piachu i będąc na 22. pozycji, przystąpił do odrabiania strat. Przygoński jechał rewelacyjnie i na kolejnych checkpointach notował coraz lepsze czasy. Ostatecznie po kapitalnym finiszu zameldował się na mecie jako 10-ty. – Kolejny trudny i wymagający etap. Organizatorzy nie dają nam odsapnąć i cały czas walczymy z terenem.

Prawie wszystkie załogi mają jakieś kłopoty, istotne jest to, jak szybko się z nich wychodzi. Dzisiaj, zaraz za zakopanym Loebem, uderzyliśmy w wydmę i sami musieliśmy wyciągać samochód. Spędziliśmy dobre pół godziny w 40-stopniowym upale, ale w końcu udało się ruszyć dalej. Drugą część odcinka jechaliśmy już dobrze, naszym tempem i odrobiliśmy większość strat. Lepiej się dzisiaj pojechać nie dało. Szkoda tej straty z początku, bo mogliśmy być w pierwszej piątce. – opowiada Kuba Przygoński i dodaje: Czujemy się bardzo dobrze, atmosfera w zespole też pozytywna i nawet zaczynamy żartować z Tomem z naszych przygód. Przed nami trudny etap z wydmami na wysokości 4000 m, gdzie trzeba być szczególnie czujnym. Liczę, że wykorzystaliśmy już limit problemów i będziemy mogli w końcu jechać naszym tempem. W klasyfikacji generalnej Peterhansel powiększył swoją przewagę nad drugim Carlosem Sainzem do ponad 31 minut. Na trzecie miejsce awansował Holender ten Brinke, ale traci ponad 75 minut. Kolejne dwa miejsca dla zawodników Toyoty: Nassera al-Attiyaha i Giniela de Villiersa. Kuba Przygoński awansował na 8. miejsce. W rywalizacji motocyklistów kolejną szaleńczą próbę wygrania etapu podjął Joan Barreda (Honda).

Tym razem z sukcesem. Hiszpan po błędach i stratach poniesionych w dwóch poprzednich dniach całkowicie zdominował środowy etap. Od początku notował najlepsze czasy i ostatecznie wygrał z ponad dziesięciominutową przewagą nad Austriakiem Matthiasem Walknerem (KTM). Trzeci, ze stratą ponad 12 minut, był Argentyńczyk Kevin Benavides (Honda). Największym przegranym dzisiejszego odcinka okazał się trzeci do tej pory Pablo Quintanilla (Husqvarna). Już na początku próby Chilijczyk zaliczył bolesny upadek i stracił prawie pół godziny do zwycięzcy. W klasyfikacji generalnej bardzo ciasno w czołówce. Liderem pozostał Francuz Adrien Van Beveren (Yamaha), który stracił jednak dużo ze swojej przewagi. Tylko minutę za nim jest Benavides, a kolejne 15 sekund traci Walkner. Czwarty Barreda traci prawie 8 minut, ale dzisiaj pokazał, że dalej może liczyć się w walce o końcowe zwycięstwo. Motocyklista ORLEN Team, Maciek Giemza, sukcesywnie realizuje swoją strategię. Nie podejmuje zbędnego ryzyka i jedzie założonym tempem. Dziś uzyskał 39. czas odcinka i utrzymał 32. pozycję w klasyfikacji generalnej.

– Za nami dwa bardzo trudne etapy. Te wydmy nawet motocyklistom dały się we znaki, a zawody właściwie dopiero się zaczęły. Przyjęliśmy z Maćkiem taktykę, by jechać do przodu, ale swoim tempem, najlepiej między 25. a 40. miejscem. Maciek trzyma się tej strategii, a jego straty wynikające z błędów to na cały etap łącznie 5, może 10 minut, i to nie jest najgorzej. – podsumowuje dotychczasową jazdę Giemzy wspierający go swoim doświadczeniem Jacek Czachor. I dodaje: – Jutro czeka nas inny klimat, wjedziemy na duże wysokości. Nie wiemy, jak organizm Maćka będzie się tam zachowywał. Przed startem podzieliłem Dakar na trzy etapy. Pierwszy, peruwiańskie piaski, mamy już za sobą i teraz możemy skoncentrować się na drugim – górzystej Boliwii. Karawana Dakaru opuszcza Peru i pustynię, by ruszyć w kierunku gór. Czwartkowy, szybki odcinek specjalny o długości 313 km będzie wiódł wzdłuż jeziora Titicaca. Boliwijski płaskowyż na wysokości 2500 m będzie wymagał od zawodników szybkiej aklimatyzacji, w której na pewno pomoże dzień przerwy w La Paz.

 

 

 

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0