Przesłuchanie byłego zastępcy dyrektora gdańskiej ABW ws. Amber Gold. PODSUMOWANIE

Przesłuchanie byłego zastępcy dyrektora gdańskiej ABW ws. Amber Gold. PODSUMOWANIE

Były zastępca dyrektora gdańskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jarosław Dąbrowski zapewnia, że nie zabraniał funkcjonariuszom prowadzić sprawy Amber Gold. Sejmowa komisja śledcza wyjaśniająca aferę przesłuchuje dziś byłych kierujących gdańską delegaturą ABW.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała Jarosława Dąbrowskiego, czy zabraniał wszczęcia sprawy operacyjnej lub jej prowadzenia na podstawie materiałów posiadanych przez delegaturę. „Nie zabraniałem prowadzić żadnych działań aktywnych operacyjnych” – odpowiedział przesłuchiwany. Zaznaczył przy tym, że na sprawę wpływ mogło mieć postępowanie prowadzone przez wojewódzką policję.

„Mogliśmy podjąć decyzję – bo tak kilka razy było – że my działań operacyjnych aktywnych nie będziemy prowadzić z tego względu, że w jednym mieście dwie instytucje nie mogą prowadzić w stosunku do jednej osoby aktywnych działań operacyjnych” – powiedział Jarosław Dąbrowski.

Były zastępca dyrektora gdańskiej delegatury ABW zeznał, że to on zdecydował o założeniu podsłuchu w tej sprawie. ABW prowadziła czynności procesowe na zlecenie prokuratury, a na początku lipca 2012 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku przekazała jej śledztwo. Na kilka tygodni przed upadkiem spółki służby specjalne założyły podsłuchy na telefonach należących do szefa Amber Gold Marcina P. i jego współpracowników. Jarosław Dąbrowski tłumaczył, że zdecydował o zaproponowaniu prokuraturze założenia podsłuchów, bo niepokoił się, że w śledztwie nie ma postępu.

„Walczyłem o cokolwiek można, żeby zebrać większy materiał dowodowy” – powiedział. Były zastępca dyrektora delegatury ABW dodał, że w czasie wszczęcia śledztwa rozmawiał ze wszystkimi służbami w regionie z wyjątkiem policji, bo za to odpowiadał sam dyrektor, i „żadna służba nie miała żadnych informacji negatywnych na temat Amber Gold i Marcina P.”.

Jarosław Dąbrowski był też pytany o linie lotnicze OLT Express. Ocenił on, że założenie linii z siedzibą w Gdańsku było podniesieniem rangi lotniska i miasta. „Były plany, żeby ta linia lotnicza uruchomiła połączenie z Rosją. Region pomorski był bardzo otwarty na działalność gospodarczą nowej firmy lotniczej” – mówił były zastępca dyrektora gdańskiej delegatury ABW.

Odpowiadając na słowa przewodniczącej komisji Małgorzaty Wassermann, która zarzuciła Jarosławowi Dąbrowskiemu brak reakcji na doniesienia z 2011 roku o nieprawidłowościach w Amber Gold, świadek powiedział, że do funkcjonariuszy dochodziły sprzeczne informacje na temat działalności spółki. Z jednej strony – jak mówił – oskarżano OLT, że nie jest w stanie finansować linii z tak tanich biletów, a z drugiej strony ABW otrzymywała doniesienia, że zatrudnienie w niej chciała znaleźć masowa grupa dotychczasowych pracowników LOT-u.
W sierpniu 2011 roku jeden z oficerów ABW sporządził notatkę służbową na temat wejścia Amber Gold na rynek lotniczy i przypuszczenia, że firma może być piramidą finansową. Szef tej służby generał Krzysztof Bondaryk 24 maja 2012 roku wysłał do najważniejszych osób w państwie notatkę ostrzegającą, że w sprawie Amber Gold może zostać poszkodowanych kilkadziesiąt tysięcy osób. Pismo trafiło między innymi do ówczesnego premiera, prezydenta i ministra finansów.

Spółka Amber Gold powstała w 2009 roku i miała inwestować pieniądze klientów w złoto oraz inne kruszce, oferując oprocentowanie wyższe od lokat bankowych. W 2011 roku przejęła trzy linie lotnicze i na ich podstawie stworzyła przewoźnika OLT Express. Firma założona przez Marcina P. okazała się jednak piramidą finansową. W sierpniu 2012 roku ogłosiła upadłość. Oszukała niemal 19 tysięcy klientów na kwotę ponad 850 milionów złotych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/wcz./vey/kj

COMMENTS

WORDPRESS: 0