Polska pokonała Serbię i brakuje jej jednego seta, by być w półfinale

Polska pokonała Serbię i brakuje jej jednego seta, by być w półfinale

Zgodnie z zapowiedziami mecz z Serbią był dla Polaków trudniejszy, niż we wcześniejszej fazie. Jednak tak samo jak wtedy – zwycięski. Biało-Czerwoni wygrali 3:0 i są o krok od półfinału.

 

75 procent. Taką skuteczność w ataku w pierwszym miał Bartosz Kurek. Jeśli ktoś myślał, że niedzielna wygrana 3:0 z Serbami w drugiej fazie mistrzostw świata był jedynie wypadkiem przy pracy atakującego, to występem w kolejnej rundzie rozwiał wątpliwości. Co najważniejsze, formy nie stracił też w kolejnych setach, a skutecznością zaczął mu dorównywać Artur Szalpuk i Michał Kubiak.

Jednak to pierwsza partia była wyjątkowa. O tym, że Serbom w weekend trudno było w pełni się zmobilizować, bo mieli pewny awans, napisano już niemal wszystko. Ot, przydatny odpoczynek dla kluczowych graczy w ciągnącym się jak spaghetti turnieju.
W hali Pala Alpitour także spodziewano się, że ekipa Grbicia może odpuścić po jednym wygranym secie. Głównie dlatego, że dzień wcześniej rozgromiła reprezentację Włoch 3:0, pozwalając przeciwnikom maksymalnie w jednym secie zdobyć 20 punktów. W systemie z trzyzespołowymi grupami już zwycięstwo nad współgospodarzami turnieju sprawiło, że Serbia stała się największym faworytem do awansu do półfinału. Tego nie udało jej się zrobić i pozostało im obgryzać paznokcie podczas oglądania piątkowego starca Polski z Włochami. Obrońcom tytułu mistrzów świata wystarczy jeden wygrany set, by awansować do półfinału. W przypadku 0:3 będą liczone małe punkty

Natomiast w czwartek przez kilka pierwszym minut meczu poza Kurkiem trudno było znaleźć jasny punkt w polskiej drużynie. Mylił się Jakub Kochanowski, który nieczysto odbił piłkę, w innej akcji skierował ją w aut, a później zaserwował w siatkę. Nic dziwnego, że trener Vital Heynen zdecydował się go wymienić na Mateusza Bieńka. Przed meczem dużo mówiło się, że kluczem będzie zagrywka. To był jeden z elementów, którymi Biało-Czerwoni wygrali w niedzielę. Pomijając niemrawą grę Serbów, rzeczywiście większość serwisów była mocna i trudna. W czwartek w Turynie była kiepska. Podobnie jak blok, który był ogromnym atutem w pierwszej fazie, tym razem tylko straszył rywali, ale im nie przeszkadzał. Do czasu.

Pod koniec pierwszej partii wreszcie udało się dwa razy zablokować rywali, później Kurek wykazał się ofiarną obroną i Artur Szalpuk atakiem zakończył partię. W tym czasie wiatr w żagle zaczął łapać Kubiak. Kapitanowi kadry przydał się dodatkowy dzień przerwy w grze. Odzyskał siły, które stracił podczas przeziębienia. To on zaczął skutecznie blokować rywali, a później atakować z ponadprzeciętną skutecznością. W drugim secie zdobył najwięcej, bo osiem punktów. Przy okazji nie zmarnował szansy sprowokowania rywali kilkoma wiązankami. W końcu zdrowy Kubiak, to wściekły Kubiak.

Kurek, gdy stał w kwadracie dla rezerwowych motywował drużynę, krzycząc „Dawaj!”. Serbowie skrywali twarz w dłoniach. To już były reakcje na to, co działo się w trzecim secie. Ekipie Grbicia wychodziło w niej coraz mniej akcji. I choć na trybunach mieli więcej kibiców, to byli w stanie odwrócić losów spotkania. Mogli sobie tylko pluć w brodę, że do trzeciej fazy wzięli ze sobą Polskę, a nie Francję. Natomiast Biało-Czerwonych z trybun wspierali m.in. dwukrotny medalista olimpijski w podnoszeniu ciężarów Szymon Kołecki i napastnik reprezentacji Polski oraz Sampdorii Genua Dawid Kownacki.

Tomasz Biliński (AIP)

COMMENTS

WORDPRESS: 0