Polska – Litwa 4:0. Spacerek Biało-Czerwonych ze słabym rywalem. Nawałka ma jeszcze kilka znaków zapytania przed mundialem

Polska – Litwa 4:0. Spacerek Biało-Czerwonych ze słabym rywalem. Nawałka ma jeszcze kilka znaków zapytania przed mundialem

W ostatnim sprawdzianie przed mistrzostwami świata w Rosji reprezentacja Polski pokonała na PGE Narodowym Litwę 4:0. Poza powodami do radości były jednak też słabsze elementy. Przedstawiamy pięć powodów do (na szczęście niewielkiego) niepokoju na tydzień przed otwierającym dla Biało-Czerwonych zmagania grupowe meczem z Senegalem.

 

Co z obroną? 

Wiadomość o tym, że Kamil Glik dostał zielone światło na wyjazd do Rosji zmartwiła chyba tylko Marcina Kamińskiego, który miał go w kadrze zastąpić. W kadrze meczowej na Litwę stoper Monaco oczywiście jeszcze się nie znalazł. Pod jego nieobecność Nawałka znów testował ustawienie 3-5-2 z Arturem Jędrzejczykiem, Janem Bednarkiem i Thiago Cionkiem w obronie oraz Maciejem Rybusem i Bartoszem Bereszyńskim na wahadłach (po przerwie przeszliśmy na ustawienie z czwórką z tyłu). Na tle co najwyżej przeciętnego rywala defensywa spisała się nieźle, choć Litwini stworzyli sobie kilka sytuacji, a od kolegów odstawał Cionek. Prawdziwy test przyjdzie jednak w starciach z napastnikami Senegalu czy Kolumbii. Miejmy nadzieję, że rotacje zawodników i ustawienia czy kontuzje nie przeszkodzą Biało-Czerwonym w pokazaniu się z jak najlepszej strony.

Nieskuteczność w ofensywie… 

Wygrana zawsze cieszy, ale nie ma co się oszukiwać, we wtorek Litwa była bardzo słaba. Zresztą nie tylko we wtorek. 126. drużyna rankingu FIFA w ciągu ostatnich dwóch lat wygrała tylko dwa mecze, z Maltą i Armenią. Z pozostałych 14. cztery zremisowała, a przegrała dziesięć. Mimo nieporównywalnie mniejszych możliwości i jakości piłkarskiej gościom kilka razy udało się jednak zamieszać pod naszą bramką. Z drugiej strony, na własnej połowie Litwini sami prowokowali sytuacje, których grzechem było nie wykorzystać. Polakom się to jednak udawało.

 … nie licząc Lewandowskiego

Nie ma co ukrywać, gra naszej reprezentacji w ogromnej mierze zależy od Roberta Lewandowskiego. Kapitan i lider drużyny na Narodowym pokonał litewskiego bramkarza dwa razy, a w sumie w ostatnich 14 meczach zdobył 20 bramek. Do siatki rywali nie trafiał tylko w dwóch z nich. Strzela z każdej pozycji, również rzutów wolnych i karnych, często stara się rozgrywać piłkę. Na „Lewego” należy chuchać i dmuchać. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby – odpukać – w którymś z meczów mundialu miało go zabraknąć z powodu kontuzji czy kartek…

 „Teo” bez pazura 

Po przerwie Lewandowskiego zmienił Łukasz Teodorczyk i niczym szczególnym nie błysnął. Trudno mu było sobie poradzić nawet z tak przeciętnymi zawodnikami jak Litwini. Napastnika Anderlechtu pochwalić można przede wszystkim za zachowanie w akcji przy bramce na 3:0. Powalczył o piłkę do końca, odegrał do Bereszyńskiego, a ten wystawił ją Kownackiemu. Poza tym „Teo” raził jednak nieskutecznością. Jego występ potwierdził tylko, że na pozycji numer dziewięć dla „Lewego” nie ma wielkiej alternatywy. Kiedy brakuje kapitana, siła ofensywy idzie w dół. W drugiej połowie bez niego przeprowadziliśmy tylko jedną ładną kombinacyjną akcję, po której padła bramka na 3:0. Czwartego gola strzelił Kuba Błaszczykowski z rzutu karnego.

Ból głowy Nawałki 

Na szczęście pozytywny, ale i tak selekcjonerowi nie zazdrościmy. W Rosji Nawałka będzie musiał posadzić na ławce fantastycznego zawodnika. Czy będzie to Łukasz Fabiański, czy Wojciech Szczęsny? We wtorek obaj zagrali po 45 minut. Wyżej należy ocenić występ golkipera Swansea, który popisał się znakomitą paradą. Bramkarz Juventusu nie miał kompletnie nic do roboty. Na dobrą sprawę mógł sobie spakować kanapki i coś do picia. Więcej okazji do wykazania się miał podczas treningów.

 


 

AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0