Politycy PiS po słowach prezesa rozdarci: Wybory albo praca w spółkach Skarbu Państwa…

Politycy PiS po słowach prezesa rozdarci: Wybory albo praca w spółkach Skarbu Państwa…

Jarosław Kaczyński powiedział, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. I teraz jego ludzie muszą zdecydować, co jest ważniejsze. Jeśli decyzja prezesa PiS będzie ostateczna, to prawa strona krakowskiej Rady Miasta może zostać znacząco przemeblowana. Odejść mogą tacy radni jak Włodzimierz Pietrus, Mariusz Kękuś czy Mirosław Gilarski.

W zeszłym tygodniu prezes Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział, że w wyborach samorządowych z list Zjednoczonej Prawicy nie będą mogły kandydować osoby pracujące w spółkach Skarbu Państwa. Dla klubu PiS w Radzie Miasta Krakowa może to oznaczać spore przetasowania. W spółkach pracuje m.in. ścisłe kierownictwo klubu – jego szef i wiceszef. Oprócz tego na państwowym garnuszku pracuje troje radnych, a dwoje w kolejnych jednostkach zależnych od państwa.

 

– Do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ci, którzy są w spółkach, są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali – mówił Jarosław Kaczyński w piątek, gdy na chwilę wystąpił przed kamerami w trakcie obradującego komitetu politycznego PiS. Na krótkim briefingu pojawił się z kulą. Szef partii przekazał krótki, ale mocny komunikat. Nie wiadomo, kiedy znowu pojawi się publicznie, bo czeka go dalsze leczenie kolana i długa, nawet kilkumiesięczna rehabilitacja. Krótkie wystąpienie wystarczyło, żeby zasiać popłoch w dołach partyjnych.

 

Co zrobią radni?

 

Spośród 21 radnych PiS w Radzie Miasta Krakowa w spółkach Skarbu Państwa pracuje pięciu – szef klubu Włodzimierz Pietrus, wiceszef klubu Mariusz Kękuś, Mirosław Gilarski, Tomasz Urynowicz i Jakub Seraczyn. W innych państwowych jednostkach pracują Aleksandra Dziedzic (Instytut Zootechniki) i Dariusz Wicher (Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa). Na razie ze spokojem do słów prezesa Kaczyńskiego podchodzi Mariusz Kękuś, wiceszef klubu PiS w Radzie Miasta Krakowa, formalnie członek partii Porozumienie Jarosława Gowina.

 

– Słyszałem komunikat. Będę musiał dokonać wyboru. Zobaczymy, co będzie, jest jeszcze trochę czasu – mówi nam radny Kękuś. Od tego roku jest wiceprezesem w spółce Nowe Jaworzno Grupa Tauron. Do końca zeszłego był członkiem zarządu Kopalni Soli w Wieliczce ds. ekonomicznych. Wtedy zarabiał rocznie 284 tys. zł. Przed „dobą zmianą” prowadził m.in. jednoosobową działalność gospodarczą oraz pracował w Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego jako główny specjalista ds. analiz finansowych. W 2014 roku zarobił tam 66 tys. zł. – Jeśli zdecyduję się na kontynuowanie mandatu radnego, to sobie poradzę. Znalezienie pracy w innym miejscu nie jest dla mnie problemem – przekonuje. Nad wyborem między samorządem, a pracą w spółce zastanawia się Mirosław Gilarski (formalnie Solidarna Polska).

 

Radny pracuje w spółkach kolejowych – PKP Utrzymanie i PKP Budownictwo, gdzie jest prezesem zarządu. W zeszłym roku zarobił prawie 285 tys. zł. Jeszcze w 2014 roku był dyrektorem Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego w Krakowie, gdzie zarobił 106 tys. zł. – Nie wiemy jeszcze jak dokładnie interpretować słowa prezesa, ale poważnie zastanawiam się co wybrać. Z jednej strony praca, z drugiej dorobek samorządowy. Szkoda byłoby nie powalczyć o kolejną kadencję – zaznacza radny. A ma się nad czym zastanawiać. Gilarski ma zaciągnięty kredyt na ponad 200 tys. franków szwajcarskich. Utrata dobrze płatnej posady może oznaczać dla niego spore kłopoty. Z drugiej strony, jeśli zostanie w spółce, to nie ma gwarancji, że długo się tam utrzyma. A wtedy będzie miał zamkniętą drogę samorządową. Zapewne wielu lokalnych polityków PiS ma takie obawy. Szef klubu PiS Włodzimierz Pietrus jeszcze na początku tej kadencji zarobiał około 35 tys. zł (za rok 2014), pracując w firmie Expo Expert, jak radny miejski i w sztabie wyborczym PiS.

 

Teraz jest prezesem zarządu w spółce Nowe Centrum Administracyjne (restrukturyzuje mienie państwowe w Małopolsce). Pracuje także w Tauron Dystrybucja Pomiary. W 2017 r. w obu spółkach zarobił łącznie ponad 211 tys. zł. Co wybierze jesienią? – Nie chcę gdybać – słyszymy w odpowiedzi. W ciekawej sytuacji jest Tomasz Urynowicz, do niedawna radny PO i pracownik Urzędu Marszałkowskiego, a teraz członek klubu PiS w Radzie Miasta z ramienia Porozumienia. Od dwóch miesięcy jest członkiem zarządu spółki Opakomet. – Nie wiem co powiedział Jarosław Kaczyński, teraz idę na plażę – rzuca w krótkiej rozmowie. Radny tłumaczy, że jest na wakacjach, ma słaby dostęp do internetu i nie wie co powiedział prezes PiS. Jego pensja w spółce nie jest znana. Trzeba poczekać do oświadczenia majątkowego za rok 2018.

 

Krezusi sejmikowi

 

– Jeśli deklaracja Kaczyńskiego że jak jesteś w spółce to nie kandydujesz, jest poważna to klub PiS w Radzie Miasta, a zwłaszcza w małopolskim Sejmiku będzie zupełnie inny po wyborach. Tylko nieliczni zostaną. Oczywiście nie postawią się, bo ich na to nie stać – komentował na gorąco w piątek Grzegorz Lipiec, członek zarządu województwa małopolskiego i były szef wojewódzkich struktur partii. Rzeczywiście, szybki rzut oka na oświadczenia majątkowe radnych wojewódzkich PiS pokazuje, że także tam sporo radnych pracuje w spółkach państwowych. I to z o wiele lepszym skutkiem niż ich koledzy z Krakowa.

 

Największym krezusem jest radny Paweł Śliwa. W zeszłym roku zarobił ponad 1 mln zł pracując dla PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Pieniądze dostaje z tytułu świadczenia doradztwa gospodarczego przez jego kancelarię. Wcześniej (w 2015 r.) przynosiła mu ona roczny dochód w wysokości 97 tys. zł. Zmiana jest więc kolosalna. Z kolei Zdzisław Filip, jako prezes Tauron Wydobycie zarobił prawie 360 tys. zł, a Grzegorz Kądzielawski w Grupie Azoty prawie 370 tys. zł. Oczywiście wszyscy pobierają też dietę radnego, czyli blisko 30 tys. zł.

 

aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0