Pjongczang 2018. Polska drużyna musi się dogadać

Pjongczang 2018. Polska drużyna musi się dogadać

Podium w biegu na 1500 m było poza zasięgiem Polek. Złoto zdobyła niesamowita Ireen Wust. Dla Holenderki do 10 medal olimpijski, piąty złoty.

W hali Gangneung Oval kilka łez się polało, ale nie z żalu, tylko ze wzruszenia. Dla Katarzyny Bachledy Curuś, która zalicza właśnie swoje piąte igrzyska, to był ostatni olimpijski indywidualny start w karierze. – To był emocjonalny moment, kiedy zjeżdżałam z lodu – przyznawała zawodniczka z Zakopanego. W biegu na 1500 metrów zajęła 13. miejsce. W Pjonczangu został jej jeszcze bieg drużynowy. Ani ona, ani Luiza Złotkowska (17. miejsce) na spektakularne wyniki raczej nie liczyły, trochę poważniejsze plany miała Natalia Czerwonka. Skończyło się na 9. pozycji.

– Trochę jestem rozczarowana, bo chciałam żeby to był mój bieg życia, może sezonu, a trochę do tego zabrakło – mówiła. – Czego? Dobrej końcówki i może szczęścia w losowaniu toru. Rywalka była mocna (Amerykanka Brittany Bowe, która była 5. – red.), ale nastawiałam się na bieg własnym tempem i chciałam skupiać się na sobie. Trochę podganiałam, ale ostatni wiraż był już bardzo ciężki. Ona ze względu na tor miała, mówiąc naszym żargonem, bliżej do domu. W tym miejscu można postawić kropkę, bo najważniejsza przygoda w Pjongczang dopiero przed tą trójką. Jeszcze w środę Czerwonka pobiegnie na 1000 m, a potem cała para pójdzie w przygotowania do rywalizacji drużyn. Srebrne medalistki sprzed czterech lat z Soczi marzenia, ale też kilka rzeczy do uzgodnienia. – Ten hasztag „jesteśmy jedną drużyną”, którą oznaczmy polską reprezentację, mógłby bardziej nas dotyczyć – zaskoczyła szczerością Złotkowska. – Ja z Natalią na pewno jesteśmy zgranym duetem, myślę, że Kaśka też da się wciągnąć w tę atmosferę igrzysk. Nie mówię, że staniemy na podium, ale na pewno każda z nas ciężko pracowała. Tyle, że każda z własnym trenerem, własnym systemem, okazji do synchronizacji zespołu, który w tej konkurencji musi być jak jeden organizm, nie było ponoć zbyt wiele. Dlaczego? – Proszę to pytanie skierować do trenera Krzysztofa Niedźwieckiego – odpowiadały niezależnie od siebie Złotkowska i Czerwonka.

Bachleda Curuś: – Trener Niedźwiedzki dał nam wolną rękę. „Najpierw skupcie się na tym, co chcecie osiągnąć indywidualnie, a potem pełen fokus na drużynę”. Nie wydaje mi się też, żebyśmy trenowały razem za mało. A na tym dystansie nigdy nie byłyśmy wynikowo tak blisko siebie, więc chyba jesteśmy w dobrym miejscu. Czerwonka zwraca jednak uwagę, że u rywalek intensywność wspólnych zajęć jest o wiele większa. – Holenderki od czerwca raz w tygodniu mają trening do biegu drużynowego, w szerokim składzie, osiem-dziesięć dziewczyn. Chinki na każdym treningu jeżdżą synchronicznie. To nie jest tak, że medal da się wyszarpać po tygodniu trenowania – podkreśla panczenistka z Lubina. Na lodzie rozumiecie się bez słów? – padło pytanie. Złotkowska się uśmiechnęła. – Będziemy to ćwiczyć od środy. We wtorek na 1500 m będą rywalizować mężczyźni. Wspomnienia sprzed czterech lat, gdy tytuł mistrza olimpijskiego zdobywał Zbigniew Bródka, wrócą na pewno, ale czy powtórka jest możliwa? Strażak z Domaniewic nie jest wymieniany wśród faworytów, wraca przecież po kontuzji, a jego najlepszym wynikiem w tym sezonie Pucharu Świata było 8. miejsce. W Pjonczangu nie startuje wprawdzie Rosjanin Denis Juskow, który jest w życiowej formie, ale kolejka do podium i tak jest długa. Na złoto ostrzą sobie zęby Holendrzy Kjeld Nuis, Thomas Krol i Koen Verwij. A zwłaszcza ten ostatni, który chce odgonić demony z Soczi – tam z Bródką przegrał o pamiętne 0,003 sekundy. Początek zawodów w samo południe polskiego czasu. To nie koniec emocji na lodzie. Równolegle, w innej z hal wybudowanych w parku olimpijskim Gangneung, ze swoim marzeniami będzie ścigać się w short tracku Natalia Maliszewska. 22-letnią olimpijską debiutantkę od udziału w finale 500 m dzielą dwa biegi. Ćwierćfinały rozpoczną się o godz. 11 polskiego czasu. – Pierwszy stres mam już za sobą, przeżycie było ogromne – mówiła po starcie w eliminacjach. – Teraz chcę pokazać, na co mnie stać.

 

Przemysław Franczak, Pjongczang (AIP)

COMMENTS

WORDPRESS: 0