Pjongczang 2018. Ludzie, (nie) przyjeżdżajcie na igrzyska do Pjongczangu

Pjongczang 2018. Ludzie, (nie) przyjeżdżajcie na igrzyska do Pjongczangu

Siarczysty mróz, wiatr i… nieczynne stoki. Już można powiedzieć, że Pjongczang 2018 to są wyjątkowe igrzyska. 

Gangwon, górska prowincja w powiecie Pjongczang. Miejsce rywalizacji snowboardzistów i narciarzy freestylerów. Poza nimi jednak nikt tutaj po śniegu się nie ślizga, choć wolnych stoków i wyciągów nie brakuje. Wszystko przez… najważniejszą zimową imprezę czterolecia.

– Dostępne obiekty zostały zamknięte. Narciarze czy snowboardziści, nawet gdyby chcieli, nie mają gdzie jeździć. To dotyczy także innych miejsc, w których powstały olimpijskie obiekty – tłumaczy Eric, właściciel jednej z miejscowych wypożyczalni sprzętu. Z kolegami po fachu zwracają uwagę przyjezdnych na ten problem. Mają nawet przygotowane ulotki. „Narciarskie resorty mogły być otwarte do 22 stycznia. (…) Z 50 wypożyczalni ze sprzętem 30 zostało zamkniętych, tylko 20 jeszcze się utrzymuje, podejmując się innych działalności. (…) Zwróciliśmy się w tej sprawie do prezydenta kraju, do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, do Ministerstwa Kultury i Sportu, a także do urzędu prowincji Gangwon. Nikt z wymienionych nie chciał się z nami spotkać” – czytamy.

Przez to sezon praktycznie mogą spisać na straty. Podobnie jak okoliczne restauracje i bary. Hotele są w o tyle lepszej sytuacji, że cześć z nich została wykorzystana do oficjalnego zakwaterowania gości igrzysk i dziennikarzy. – Bardzo się cieszymy, że organizujemy igrzyska. Naprawdę! Mimo że przez długi czas musieliśmy radzić sobie z problemami wynikającymi z budowy obiektów. Dużo dróg było nieprzejezdnych, na innych wprowadzono ograniczenia. Zresztą to sprawiło, że już wtedy na stoki przyjeżdżało mniej chętnych – opowiadał Eric. Jego kolejnym zmartwieniem jest to, że część obiektów olimpijskich po igrzyskach ma zostać rozmontowana. Wśród nich te przy Phoenix Snow Park, arenie olimpijskich zmagań. – Co wtedy? Nie wiem, trudno mi to sobie wyobrazić. Po prostu chcielibyśmy rekompensaty – przyznał 40-letni Koreańczyk. Nie potrafił powiedzieć, ilu amatorów narciarstwa i snow-boardu odwiedza tu stoki. – Ludzi jest dużo, choć stoki nie są przepełnione – twierdzi. Głównie to mieszkańcy Seulu.

– I tego też się obawiam. Te kurorty są najbliżej stolicy, więc ludzie stamtąd z nich korzystają najchętniej, bo mają najwygodniej. Jeśli w tym sezonie nie mieli okazji tutaj pojeździć, mogli wybrać inny rejon kraju i się do niego przyzwyczaić – mówi Eric. W każdym razie MKOl nie przejmuje się pustkami na stokach i trybunach. Według Erica, to kwestia bezpieczeństwa i wygody – mniej korków, mniej zmartwień i mniejsze ryzyko wypadków. Tyle tylko, czy o to chodzi, by igrzyska były tylko dla przedstawicieli komitetu, sponsorów, ich gości i dziennikarzy? – Ludzie z regionu nie chcą za bardzo jeździć kibicować na zawody, bo przez igrzyska mogą stracić pracę. Jeśli będziemy wiedzieli, że wciąż będzie sens, by nasze biznesy istniały, wtedy będziemy mogli cieszyć się z igrzysk – kończy Eric. Słaba frekwencja i oddolne protesty to teraz najmniejsze zmartwienie organizatorów.We znaki daje im się pogoda.

W poniedziałek odwołano slalom gigant kobiet, nie odbył się też trening zjazdu mężczyzn przed zaplanowaną na wtorek kombinacją. To kolejne turbulencje w programie igrzysk. W niedzielę zrezygnowano z przeprowadzenia zjazdu i eliminacji snow-boardowego slopestyle’u kobiet. Decyzje o przekładaniu zawodów nie dziwią, bo wieje tak, że na stokach tyczki gną się do ziemi i nie działają wyciągi. Gigant miał być pierwszym startem dla Maryny Gąsienicy Daniel. Został przełożony na czwartek. Podobno wiać ma do środy. W nocy z niedzieli na poniedziałek śnieżyca zatrzymała olimpijską komunikację. Przestały kursować autobusy do najwyżej położonej strefy igrzysk, Phoenix Snow Park, gdzie rozgrywane są konkurencje snowboardowe. Wracający do hoteli dziennikarze musieli załatwiać transport na własną rękę. Jeśli dodać do tego niskie temperatury, które w połączeniu z porywistym wiatrem potęgują wrażenie, że panują ekstremalne warunki oraz informacje, że 170 km od Pjongczangu zatrzęsła się ziemia, to już z powodzeniem możemy mówić o wyjątkowych igrzyskach.

 

Pjongczang (AIP)

COMMENTS

WORDPRESS: 0