Obniżka pensji parlamentarzystów staje się faktem. Sprawdź ile stracą „wybrańcy” narodu

Obniżka pensji parlamentarzystów staje się faktem. Sprawdź ile stracą „wybrańcy” narodu

Obniżka pensji parlamentarzystów o 20 proc. staje się faktem. Posłowie PiS już ją przegłosowali w Sejmie.

Nie wiemy jeszcze, jak idzie ministrom zapowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego oddawanie słynnych nagród. Wiemy za to, że obniżką dochodów o 20 proc. zdążyli już za nie zapłacić niemal wszyscy posłowie i senatorowie, z wyjątkiem marszałków i wicemarszałków. Tymi ma zająć się prezydent. Sejm przyjął w nocy z czwartku na piątek ustawę tnącą poselskie pensje. Za głosowało 240 posłów (niemal wyłącznie ze Zjednoczonej Prawicy). Przeciw jedynie dwóch, a pięciu posłów się wstrzymało. 213 posłów – w tym pełne składy klubów Platformy Obywatelskiej nie wzięły udziału w głosowaniu. Jarosław Kaczyński rzucił pomysł obcięcia zarobków parlamentarzystów w kwietniu, reagując na sondażowe spadki notowań PiS po ujawnieniu wysokości i trybu przyznawania nagród członkom rządu Beaty Szydło. Jednocześnie nakazał ministrom i wiceministrom przelanie równowartości nagród do Caritasu. Posłowie PiS off the record nie kryli rozżalenia, bo obniżka zauważalnie uderzy ich po kieszeni, ale nie odważyli się przeciwstawić wybranej przez prezesa PiS strategii zarządzania kryzysem. Karnie głosowali za.

 

Wbrew pierwotnym zapowiedziom Jarosława Kaczyńskiego i PiS obniżone zostały jednak nie uposażenia posłów i senatorów (składające się z pensji i diety), tylko same pensje (stanowiące jednak zdecydowanie większościowy składnik parlamentarnych dochodów). Parlamentarzyści stracili więc mniej więcej 600 zł mniej, niż wynosiły początkowe szacunki. A ile dokładnie tracą? Podstawowa pensja parlamentarzysty według dotychczasowych zasad była równa wysokości zasadniczego wynagrodzenia podsekretarza stanu (bez dodatków za wysługę lat) obliczanego co roku na podstawie kwoty bazowej i odpowiedniego mnożnika. Po zmianie ustawy punkt odniesienia pozostaje ten sam – tyle że posłowie i senatorowie będą odtąd zarabiać 80 proc., a nie 100 proc. tego co podsekretarz stanu. Pensja podsekretarza stanu wynosi obecnie 9832,30 zł brutto. Dokładnie tyle samo zarabiali dotąd parlamentarzyści. Po obniżce będzie to 7913 zł brutto. I to właśnie ten główny (ale niejedyny) składnik poselskich dochodów został obniżony. Po zmianie ustawy posłowie stracą więc dokładnie 1919 zł brutto miesięcznie.

 

Nie obniżono natomiast diet poselskich. Te nadal mają wynosić 25 proc. pensji podsekretarza stanu – czyli 2473,08 zł brutto. Jest w tym pewna logika, bo dieta parlamentarzysty ma teoretycznie służyć pokryciu kosztów związanych z wykonywaniem mandatu na terenie kraju. Ktoś złośliwy mógłby przypomnieć o prawie posłów do darmowych przejazdów PKP i lotów oraz o osobnych zwrotach za paliwo (słynne kilometrówki), ale rzeczywiście podróżujący po kraju aktywny parlamentarzysta musi się liczyć z kosztami. Nie obniżono również ryczałtu na prowadzenie biur poselskich.

 

Nadal wynosi on 14,2 tys. zł. To pieniądze m.in. na pracowników, czynsz, koszty telefonów, internetu i sprzętu, a nawet benzyny w prywatnych samochodach wykorzystywanych do celów służbowych. Nietknięty pozostał też szczególny przywilej podatkowy posłów i senatorów. Nadal mogą korzystać z wyjątkowo wysokiej kwoty wolnej od podatku. Wynosi ona aż 30 451 zł (w skali rocznej oczywiście), co pozwala pomniejszyć roczny podatek PIT o 5481 zł. Na obniżkach stracili niemal wszyscy parlamentarzyści – jednak z wyjątkiem marszałków i wicemarszałków Sejmu i Senatu. Marszałkowie Sejmu (Marek Kuchciński z PiS) i Senatu (Stanisław Karczewski, również z PiS) nadal będą się cieszyć równowartością pensji szefa rządu, czyli ponad 16,5 tys. zł miesięcznie.

 

Na wniosek wicemarszałka Sejmu Stanisława Tyszki marszałek Kuchciński wystąpił z odpowiednim wnioskiem do… prezydenta Andrzeja Dudy. W ustawie o wynagrodzeniach osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe znajduje się bowiem zapis, że szczegółowe warunki wynagradzania ustala właśnie – w drodze rozporządzenia – prezydent. Podczas debaty (miała miejsce we wtorek) to właśnie temat nieobniżonych wynagrodzeń marszałków i wicemarszałków budził największe emocje. Ale były też pomysły obniżek alternatywne wobec tego PiS-owskiego. Za radykalnym obniżeniem uposażeń poselskich i powiązaniem ich z wysokością pensji minimalnej opowiada się konsekwentnie partia Razem. Według polityków nowej lewicy pensja posła miałaby być równowartością trzykrotności płacy minimalnej, czyli obecnie 6300 zł brutto. Pensja rosłaby automatycznie wraz ze wzrostem płacy minimalnej. Na początku kwietnia działacze Razem złożyli nawet w Sejmie projekt odpowiedniej ustawy wraz z petycją na jego rzecz.

 

– 6300 zł to lokuje od razu posła w dwudziestu procentach najlepiej zarabiających Polaków, ale powoduje też, że ten poseł nie zapomina, jak żyją ludzie, którzy go wybrali – mówił wtedy Adrian Zandberg z Zarządu Krajowego Razem. W trakcie sejmowej debaty nad obniżaniem pensji poselskich także po stronie liberalnej pojawiały się pomysły ich powiązania z ogólnopolskimi wskaźnikami wynagrodzeń – tyle że chodziło o średnią pensję i o swoistą próbę odporności posłów PiS. – Proponuję obniżenie wynagrodzenia do końca obecnej kadencji do zera złotych, a od przyszłej trzykrotność średniego wynagrodzenia dla posłów. Jeżeli chcecie skromniej, to za nią zagłosujecie – mówił, składając stosowną poprawkę, poseł Witold Zembaczyński z Nowoczesnej.

 

W myśl podobnej logiki Piotr Zgorzelski z PSL złożył poprawkę, w której pensje posłów miałyby zostać obniżone do wysokości średniej pensji. Wszystkie zgłoszone przez opozycję poprawki zostały odrzucone. Ustawa ma wejść w życie pierwszego dnia drugiego miesiąca od momentu ogłoszenia – co przy założeniu, że Senat poradzi sobie z nią równie szybko jak Sejm, a prezydent Andrzej Duda nie będzie miał wątpliwości związanych z podpisem, mogłoby oznaczać nawet sierpień.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0