Noakowskiego 16, Nabielaka 9, Chmielna 70… Dzika reprywatyzacja w Warszawie. Studium przypadków

Noakowskiego 16, Nabielaka 9, Chmielna 70… Dzika reprywatyzacja w Warszawie. Studium przypadków

Spadki, skupowanie roszczeń, kuratorzy rzekomo żyjących osób, reaktywacja przedwojennych firm – to były najpopularniejsze metody, po które sięgały osoby zaangażowane w dziką reprywatyzację.

Nie rozmawiałem z żoną o sprawie Noakowskiego 16, to była moja sprawa spadkowa – tłumaczył przed Komisją Weryfikacyjną Andrzej Waltz. Mąż prezydent Warszawy zeznawał w sprawie kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, której był współwłaścicielem i na sprzedaży której zarobił ok. 2 mln zł (łącznie rodzina Waltzów ok. 5 mln zł – dane tygodnika „Sieci”). Problem w tym, że jego rodzina weszła w posiadanie tej kamienicy w wyniku źle przeprowadzonej reprywatyzacji. Mimo tego Waltzowie kamienice sprzedali, a kolejni właściciele – firma Fenix Capital – zdążyła ją wyremontować, przy okazji doprowadzając do eksmisji 60 rodzin, w niej mieszkających.

 

Teraz Komisja Weryfikacyjna próbuje wyjaśnić, czy Waltzowie sprzedając kamienicę, wiedzieli, że odziedziczyli ją bezpodstawnie, czy nie. Niejako w tle toczy się postępowanie w sprawie prezydent Warszawy, która nie reagowała, gdy Fenix Capital brutalnymi metodami chciała całkowicie pozbyć się osób wcześniej w niej żyjących. Sprawa kamienicy przy Noakowskiego 16 to jak na razie najważniejszy punkt w pracach Komisji Weryfikacyjnej zajmującej się kwestią dzikiej reprywatyzacji. Przede wszystkim przez to, że na pytania członków komisji odpowiadał Andrzej Waltz. Jego żona, prezydent Warszawy, przed komisję przyjść nie zamierza, mimo że wzywana jest na każde jej posiedzenie, mimo że zalecają to jej koledzy z Platformy Obywatelskiej, a nawet Wojewódzki Sąd Administracyjny. Hanna Gronkiewicz-Waltz od samego początku znajduje się z centrum afery związanej z dziką reprywatyzacją. Zarzuca jej się, że jako prezydent miasta nie robiła nic, by ją zablokować – mimo pojawiających się od wielu lat doniesień mediów o nieprawidłowościach. Poza tym na reprywatyzacji wzbogaciła się także jej rodzina Dlaczego udział prezydent miasta jest tak ważny dla komisji, że wzywa ją bez ustanku? Bo według niej posiada ona kluczową wiedzę, pozwalającą wyjaśnić, w jaki sposób dzika prywatyzacja „chodziła” w Ratuszu, w jaki sposób doszło do tego, że z jawnym pogwałceniem zasad sprawiedliwości przekazano w prywatne ręce niemal 200 nieruchomości (na 1500 zreprywatyzowanych nieruchomości aż tyle budzi poważne wątpliwości prawne). Ale nawet bez zeznań Hanny Gronkiewicz-Waltz wiemy już sporo. Poniżej próba usystematyzowania wiedzy o dzikiej reprywatyzacji na podstawie przypadków, które już zostały dokładnie zbadane. W jej tworzeniu pomógł Jan Popławski ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, członek rady społecznej przy Komisji Weryfikacyjnej. Poniżej trzy najbardziej charakterystyczne schematy działania osób, które organizowały warszawską dziką reprywatyzację.

 

Jak przy Noakowskiego

 

Schemat działania przy ul. Noakowskiego 16 powtórzył się – w skali jeden do jednego – dwie kamienice obok, przy Noakowskiego 12. Wcale on nie jest typowym przykładem dzikiej reprywatyzacji. Owszem, w mediach ten przypadek jest opisywany od bardzo dawna (pierwsze teksty powstały już w 2007 r.), ale uwagę ogniskuje przede wszystkim nazwisko Waltzów. To, co wyróżnia te przypadki, to fakt, że sam proces reprywatyzacji przebiegł prawidłowo – podobnie jak w ponad tysiącu przypadków reprywatyzacji w stolicy, które dziś nie budzą zainteresowania Komisji Weryfikacyjnej. W tym przypadku bulwersujące były dwie inne kwestie. Po pierwsze, sposób, w jaki Fenix Capital pozbywał się starych mieszkańców. Ale z perspektywy tego tekstu bardziej istotny jest punkt drugi – kwestia dotycząca tego, jak rodzina Waltzów została współwłaścicielami budynku przy Noakowskiego 16. Sprawa korzeniami sięga okresu tuż powojennego. Przed wojną Noakowskiego 16 należała do rodzin żydowskich, które zginęły w Holokauście. W sierpniu 1945 r. major SB Leon Kalinowski – pokazując fałszywe pełnomocnictwa – przedstawił się w sądzie jako osoba, która ma prawo dysponować tym majątkiem. Gdy tylko odzyskał kamienicę, sprzedał ją Romanowi Kępskiemu, wujowi Andrzeja Waltza. Później jednak do gry weszła żona jednego z przedwojennych właścicieli udowadniając fałszerstwa Kalinowskiego. Transakcja została unieważniona, kamienica wróciła do niej. Tylko formalnie, bowiem na mocy dekretu Bieruta już wcześniej ta nieruchomość (jak 94 proc. innych podobnych w Warszawie) przeszła na rzecz skarbu państwa. Sprawa ponownie odżyła w 1996 r., kiedy Kępski wystąpił o zwrot kamienicy. Okazało się, że w księgach wieczystych jest wpisany on jako ostatni właściciel – mimo udowodnionego sądownie fałszerstwa. Ratusz przyznał Kępskiemu prawo własności Noakowskiego 16. A po jego śmierci w 1999 r. to prawo przeszło na jego spadkobierców, m.in. rodzinę Waltzów. Biuro Gospodarowania Nieruchomościami w warszawskim Ratuszu nowych właścicieli zatwierdziło w 2003 r.

 

W 2006 r. spadkobiercy sprzedali kamienicę. – Czekała na nabywcę dwa lata, więc było oczywiste, że sprzedamy każdemu, kto da najwyższą cenę. Firma Fenix, jako jedyna dawała taką cenę, jaką można było zaakceptować – tłumaczył Andrzej Waltz w czasie przesłuchania przed Komisją Weryfikacyjną. Dodał, że nieruchomość sprzedano za 14 milionów zł. W 2007 r. wyszło na jaw, że Kępski jednak właścicielem kamienicy być nie powinien – bo kupił ją od Kalinowskiego, który wszedł w jej posiadanie w wyniku fałszerstwa. O sprawie zaczęły pisać media, ale nigdy żaden organ państwowy nie próbował tej zawikłanej sprawy rozwikłać. Aż do teraz. Dopiero Komisja Weryfikacyjna zaczęła ją prześwietlać. Jednak na najważniejsze pytanie: czy Waltz wiedział w 2003 r., że Noakowskiego 16 de facto do Kępskiego nie należała, potwierdzenia znaleźć się nie udało. A sam Waltz nie poczuwa się do niewłaściwego działania, uważa, że pieniędzy z transakcji sprzedaży zwracać nie musi – chyba, że zostanie do tego zobligowany wyrokiem sądu.

 

Jak przy Nabielaka

 

Operacja przy Noakowskiego była bardzo zawikłana, udowodnienie tutaj winy którejś ze stron jest bardzo trudne, nawet działania Fenixa wobec mieszkańców są w szarej strefie niedomówień (właściciele tej spółki podwyżki czynszów określili jako „urealnienie”). Dużo mniej kłopotliwą, a przez to bardziej skuteczną metodą „reprywatyzowania” okazało się skupowanie roszczeń. Specjalizował się w tym Marek Mossakowski, określany jako „kolekcjoner kamienic”. Podobno chodził on po Ratuszu z listą kamienic, które nazywał swoimi i oczekiwał pomocy urzędników w ich odzyskaniu.

 

Najbardziej znany dziś przypadek przejmowania kamienic metodą na „roszczenia” jest kamienica na Mokotowie, przy ul. Nabielaka 9. Najbardziej znana, bowiem pod tym numerem mieszkała Jolanta Brzeska, prawdopodobnie zabita przez handlarzy roszczeń za to, że próbowała zablokować ich działania. Na czym one polegały? Handlarze roszczeń, m.in. Mossakowski, wykorzystywali fakt, że kwestia reprywatyzacji w Warszawie stała w miejscu. Przekonywali osoby, które posiadają prawa, lub choć ich część do odsprzedania ich, a następnie znajdowali sposób, aby stały się one podstawą do odzyskania budynku. Roszczenia do Nabielaka 9 Mossakowski kupił za 800 zł. Oddzielnie nabył roszczenia do prawa rekompensaty ze strony miasta za sprzedane wcześniej przez nie mieszkania. Na tej podstawie zażądał on od miasta rekompensaty w wysokości 3 mln zł. Ostatecznie sąd zasądził wyrównanie w wysokości 1,89 mln zł. Jednocześnie Mossakowski zarządzał budynkiem, zarabiając na tym. Próbująca to zablokować Brzeska została znaleziona martwa w Lesie Kabackim. Przypadków skupowania roszczeń było więcej. Rekord to kamienica przy ul. Hożej 25A (Komisja Weryfikacyjna tą sprawą zajęła się jako pierwsza) – w niej Mossakowski kupił roszczenia za 50 zł, a następnie zażądał odszkodowania od miasta w wysokości 5 mln zł. Generalnie Mossakowski posiadał prawa do kilkudziesięciu nieruchomości w Warszawie, kupując roszczenia do nich za sumy od 100 do 1000 zł.

 

Jak przy Chmielnej

 

Inny popularny sposób uzyskiwania to działania na kuratora. Tak postępowano m.in. w przypadku działki przy Pałacu Kultury pod przedwojennym adresem Chmielna 70, która została nazwana „najdroższą działką w Polsce” – jej wartość szacowano na 70 mln zł. Metoda na kuratora polegała na tym, że znajdowano właściciela kamienicy, nieruchomości, działki, u którego nie było aktu zgonu (było to częste w przypadku choćby mieszkających w Polsce Żydów, którzy zginęli w czasie II wojny światowej). Na podstawie braku aktu zgonu (czyli domniemania, że ta osoba żyje) ustanawiano kuratora mogącego zarządzać majątkiem. Często ci kuratorzy byli zarejestrowani w rajach podatkowych. Dla sądu to wystarczało – wydawały decyzję, że kurator może dysponować nieruchomością, a na tej podstawie Ratusz reprywatyzował kamienicę, czy działkę. Przypadek ul. Chmielnej stały się głośny nie tylko z powodu zawrotnej sumy, jaką warta była ta działka. Okazało się – już w trakcie postępowania reprywatyzacyjnego – że właściciel tej działki przeżył wojnę i że istnieje jego akt zgonu, tyle, że znajdował się on w Danii. W takiej sytuacji kuratora ustanawiać nie można, powinna zostać uruchomiona procedura spadkowa. W ten sposób wybuchł skandal, które aferę reprywatyzacyjną wyniósł do tematu numer jeden w Polsce i stał się bezpośrednią przyczyną utworzenia Komisji Weryfikacyjnej. I stąd (ale także dzięki pracy dziennikarzy, przede wszystkim „Gazety Wyborczej”) tak dużo wiemy o tajemnicach dzikiej reprywatyzacji.

 

Jak przy Karowej

 

I jeszcze jedna metoda, która regularnie powtarzała się przy okazji dzikiej reprywatyzacji: na reaktywowane spółki. Chodzi o przedwojenne przedsiębiorstwa, firmy zawiązane na mocy prawa handlowego przed 1 września 1939 r. Mechanizm działania tej metody był dziecinnie prosty. Wystarczyło kupić (w antykwariacie, na aukcji, w internecie) kilka, kilkanaście obligacji, czy akcji przedwojennej spółki. Takie papiery nie było drogie, kosztowały maksymalnie kilkaset złotych. Następnie na podstawie tych dokumentów można było ponownie powołać do życia przedsiębiorstwo istniejące przed wojną – a następnie wystąpić do miasta z wnioskiem o zwrot nieruchomości, które one wtedy posiadały.

 

Brzmi zbyt banalnie, by mogło się udać? A jednak działało. W ten sposób adwokat Robert Nowaczyk (miał też swój udział w odzyskiwaniu Chmielnej 70) zdoła zreprywatyzować kamienicę przy Brackiej 23 – przed 1939 r. działała tam firma handlująca herbatą. Podobnie było z budynkiem przy ul. Karowa 14/16 – Nowaczyk zdołał ją odzyskać, mimo że państwo zapłaciło wcześniej za tę spółkę odszkodowanie. Podobnie było z atrakcyjnymi działkami niedaleko Stadionu Narodowego.

 

Agaton Koziński (aip)

COMMENTS

WORDPRESS: 0