Miał być polonijny interes stulecia. Adam z Chicago został oszukany i uznany za zmarłego

Miał być polonijny interes stulecia. Adam z Chicago został oszukany i uznany za zmarłego

Jestem cały i zdrowy – powiedział Adam Kierczyński. -To znaczy tu, w Ameryce, bo w Polsce już mnie pochowali, żeby okraść.  Gdy w grę wchodzą spore pieniądze i możliwość przejęcia dochodowego interesu, to Polonus, mieszkający na stałe z daleka od kraju, w Polsce nie ma żadnych szans. Pan Adam przyznaje, że dał się nabrać na hasła o wielkich szansach po roku 1989.

Miały być zyski. Jest 40 mln dolarów do tyłu.“Chciałby pan porozmawiać o tym, jak polonijny nieboszczyk biznes stulecia w Polsce robił?” – zabrzmiało w słuchawce redakcyjnego telefonu. “To zależy…” – odpowiedziałem z wahaniem, czekając na dodatkowe informację i nie mając pewności, czy jakiś nawiedzony czytelnik mnie w coś nie wkręca. “Bo miałbym dla was niezłą historię” – ciągnął nieznajomy. “O zmartwychwstałym rodaku, który zainwestował w Polsce grube dolary. A potem, został – wskutek fałszywego doniesienia – uznany za zmarłego. Po to tylko, aby go okraść z biznesu. Ze stratami na ok. 40 mln dolarów”. Zabrzmiało intrygująco. Na tyle, że umówiliśmy się na bezpośrednią rozmowę. Gdy do redakcji “EXPRESSU” w Chicago wszedł postawny mężczyzna w średnim wieku, mocno uścisnął mi dłoń na powitanie. Stanowczo za mocno, jak na nieboszczyka. -Sam pan chyba widzi, że jestem cały i zdrowy – powiedział Adam Kierczyński. -To znaczy tu, w Ameryce, bo w Polsce już mnie pochowali, żeby okraść. Sytuacja ta miała miejsce 10 lat temu, ale warto wrócić do sprawy, bo jest szansa na dalszy ciąg perypetii naszego rodaka z polskim wymiarem sprawiedliwości. Choć prawdę mówiąc, sprawa dotyczy także innych dziedzin życia publicznego. O tzw. podstawowej przyzwoitości, etyce i uczciwości nawet nie wspominając… -To była jedna wielka mafia sędziowsko-prokuratorsko-policyjna, z elementami politycznymi – mówi pan Adam. -Mogą zrobić z człowiekiem, co tylko chcą. A gdy w grę wchodzą spore pieniądze i możliwość przejęcia dochodowego interesu, to Polonus, mieszkający na stałe z daleka od kraju, już w ogóle nie ma żadnych szans.Pan Adam przyznaje, że dał się nabrać na hasła o szansach po transformacji w Polsce, po roku 1989. -Przyjeżdżali do Stanów różni politycy, a polskie media też zachęcały, by wracać do starego kraju, zakładać biznesy, robić pieniądze i wspierać Polskę – wyjaśnia. -No to pomyślałem, dlaczego by nie? Zainwestuję trochę, rozwinę biznes i na stare lata będzie dla mnie oraz dla ojczyzny. Pan Adam miał już trochę pieniędzy, odłożonych z ciężkiej pracy truckerskiej. Robił różne trasy. Czasem w miejsca, gdzie nie wszyscy kierowcy chcieli jechać. Zaliczył np. Meksyk oraz kraje Ameryki Środkowej i Południowej.-Różnie na trasie bywało, ale jakoś przeżyłem – dodaje. -I przyznam, że znacznie trudniej było mi potem przeżyć w mojej ojczyźnie. W największym skrócie historia jest niesamowita. Pomysł nowego biznesu pojawił się jeszcze w 1998. Wtedy, gdy kraj dopiero na dobre ruszał po politycznej transformacji. Zachęcano do inwestycji, uwalniano obywatelską przedsiębiorczość, zachęcano Polonusów do powrotu. Perspektywy wyglądały zachęcająco. I po dokładnych badaniach, obliczeniach oraz sporządzeniu dokładnego planu biznesowego, w 2001, Adam Kierczyński, jako mieszkaniec Chicago oraz obywatel Polski i USA kupuje od Skarbu Państwa RP 13.5 hektara ziemi. Teren starannie wybrano. Tuż przy trasie międzynarodowej A-2: Paryż – Berlin – Moskwa. Konkretnie – w miejscowości Mostki, w gminie Lubrza, o 10 km od Świebodzina. Na 50 km przed granicą z Niemcami. Jako doświadczony trucker miał dobre oko. Wiedział, że w pobliżu nie ma nowoczesnej oazy dla kierowców. Z pełnym zapleczem. Jak w Stanach. Są tylko małe, zapyziałe stacyjki benzynowe, poszerzone o przypadkowe usługi. Nie mogłyby obsłużyć całego ruchu. Nie mówiąc już o jakości… Tymczasem nowa oaza miała być pełnowymiarową stacją benzynową. Z zajazdem z restauracją na ponad 100 osób i stacją paliw. A skład paliw miałby pomieścić 1 mln litrów paliwa. -Jednocześnie mogłoby tankować tradycyjne paliwo 8 “trucków” i 8 samochodów osobowych, a gaz – 2 auta – wyjaśnia pan Adam. -Do tego myjnia dla ciężarówek, na sześć trucków jednocześnie. Nie licząc myjni dla aut osobowych. Do tego miał dojść sklepy: z częściami motoryzacyjnymi, spożywczy i z pamiątkami. Przewidziano zaplecze socjalno-rekreacyjne dla kierowców. Rozległe parkingi da “trucków” i samochodów osobowych. Możnaby tam pomieścić 120 ciężarówek, z możliwością wzrostu do 300. -O brak klientów się nie bałem – mówi pan Adam. -Z badań natężenia ruchu drogowego wynikało, że w roku 2000, przez miejscowość tę przejeżdżało 10,412 najróżniejszych pojazdów. A w 5 lat później – już o 50 proc. więcej. Z szybką perspektywą kolejnych wzrostów. I z początku wszystko szło świetnie. Zatwierdzono plany jeszcze w 2001. Ruszyły prace. Poczynając od infrastruktury. Powstała specjalna sieć energetyczna ze niezależną stacją transformatorów. Pociągnięto nowoczesne okablowanie telekomunikacyjne. Doprowadzono kanalizację i wodę. Zrobiono głębokie odwierty, docierając do czystych źródeł. Nie było problemów z zaopatrzeniem w prąd. Praktycznie pozostawało jeszcze tylko zbudować rampę zjazdową na “highway”. I otworzyć szampana podczas uroczystego otwarcia obiektu.-Na początek sam musiałem wyłożyć 800 tysięcy dolarów w gotówce – wyjaśnia pan Adam. -Dużo? Tak, ale wtedy jeszcze “truckerzy” w Stanach sporo zarabiali. A ja byłem dobrym i pracowitym “truckerem”. i przez lata jeździłem. Resztę miały dorzucić banki w formie pożyczek. Zanosiło się na biznes stulecia. Szacowałem, sporo jeżdżąc po Polsce, że moja stacja w Mostkach byłaby największa w kraju. I jedna z większych w Europie. I nie można było na tej inwestycji stracić. Już choćby przez sam fakt, że przed wjazdem do Niemiec, kierowcy przed granicą zawsze kupowaliby tańsze paliwo. Miałem konkretny plan biznesowy, oparty na twardych szacunkach i wyliczeniach. Co do punktu! Nie mogło się nie udać! Z szacunków wynikało, że cała inwestycja spłaci się w 4 lata. A potem może przynosić nawet do ponad miliona dolarów czystego zysku rocznie. -To byłyby olbrzymie pieniądze – dodaje pan Adam. -W sumie, starczyłoby bez problemu dla wszystkich inwestorów, wykonawców, właścicieli. Szacuję, że w niezrealizowanych, wieloletnich zyskach z inwestycji, wkładzie swej pracy i biorąc pod uwagę rzeczywistą wartość dzisiejszą tego biznesu, przejętego już przez inne osoby, straciłem ponad 40 mln dolarów. Cały reportaż – w 28. numerze chicagowskiego tygodnika polonijnego “EXPRESS”

COMMENTS

WORDPRESS: 0