Mariusz Pudzianowski: Nie ma złej krwi pomiędzy mną a Bedorfem. Ale w klatce będziemy się lać po mordach, aż polecą iskry

Mariusz Pudzianowski: Nie ma złej krwi pomiędzy mną a Bedorfem. Ale w klatce będziemy się lać po mordach, aż polecą iskry

Walka wieczoru sobotniej gali KSW 44 w Ergo Arenie to jedno z najbardziej oczekiwanych starć w dziejach polskiego MMA. Najsilniejszy człowiek świata Mariusz Pudzianowski zmierzy się z byłym mistrzem wagi ciężkiej KSW, Karolem Bedorfem. – Będziemy się lać po mordach, aż polecą iskry – zapowiada „Pudzilla”.

– Szanujemy się, ale jest też między nami sportowa rywalizacja. Dziś możemy podać sobie ręce i pogadać przy soku, a po walce przy piwie. Ale kiedy wejdziemy do klatki, będziemy lać się po mordach, aż polecą iskry. To będzie wojna na wyniszczenie – zapowiada Pudzianowski.

– Przygotowania zacząłem już w styczniu. Udało się zrealizować wszystkie założenia. Sparingi mam już za sobą, więc jeśli nie przewrócę się na schodach, jestem spokojny o formę – żartuje były mistrz świata Strongmanów, który w formule MMA walczy już od ponad ośmiu lat. Dla Pudziana będzie to już siódmy pojedynek w położonej na granicy Gdańska i Sopotu hali. Wygrywał tam z Christosem Piliafasem (2012), Olim Thompsonem (2014) i Rollesem Graciem (2015), przegrywał z Jamesem Thompsonem (2011), Seanem McCorklem (2013) i Marcinem Różalskim (2016). Bedorf w Ergo Arenie dotychczas bił się dwa razy.

W obu zwyciężył po jednogłośnych decyzjach sędziów, w 2012 roku z Amerykaninem Karlem Knothe, a w 2015 z Peterem Grahamem z Australii.

 

Tomasz Dębek AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0