Legia nadal bez długofalowego planu. Wrześniowa wymiana trenera staje się tradycją… KOMENTARZ

Legia nadal bez długofalowego planu. Wrześniowa wymiana trenera staje się tradycją… KOMENTARZ

Miało być tak pięknie. Miało być przedłużenie kontraktu, komfort pracy, budowanie klubowej tożsamości. Tymczasem rano Legia podziękowała Jackowi Magierze za współpracę 27-sekundowym klipem na YouTube i deklaracją szacunku oraz sympatii od Dariusza Mioduskiego. Obok „Magika”, który jako trener, asystent i piłkarz spędził przy Łazienkowskiej prawie 20 lat, zwolniono dwóch członków jego sztabu szkoleniowego oraz dyrektora sportowego Michała Żewłakowa.

Patrząc na wyniki sportowe, decyzja klubu nie jest wielkim szokiem. W poprzednim sezonie Magiera co prawda uratował twarz legionistów, przejmując rozbity zespół po Besniku Hasim i wyprowadzając go na prostą. Awansował z trzeciego miejsca w grupie Ligi Mistrzów (3:3 z Realem Madryt i 1:0 ze Sportingiem Lizbona), a później poprowadził zespół do mistrzostwa Polski. Ale wychodząc z założenia, że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, od 16. spotkań „Magik” nie miał dobrej passy.

Odpadł z eliminacji do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. I to nie z wielkimi firmami, a z przeciętną Astaną i jeszcze słabszym Sheriffem Tyraspol. W Lotto Ekstraklasie udało mu się przegrać z Górnikiem, Bruk-Bet Termaliką i Śląskiem oraz zremisować z Koroną. Po ośmiu kolejkach tracił do lidera tylko dwa punkty, ale pamiętając, że Jan Urban (którego Śląsk w sobotę wbił gwóźdź do trumny Magiery) dostał dymisję przewodząc w tabeli, trudno się dziwić jakiejkolwiek decyzji władz stołecznego klubu. Od początku 2007 roku w Legii doszło już do jedenastu zmian na stanowisku trenera.

Ostatnio właśnie okres późnego lata i wczesnej jesieni nie jest łaskawy dla szkoleniowców – we październiku posadę stracił Henning Berg (2015), we wrześniu Hasi (2016) i Magiera. Zwolnienie tego ostatniego jest jednak w tym gronie największą niespodzianką. Prezes i właściciel klubu zapewniał bowiem w mediach, że „Magik” to trener na lata i może być spokojny o swoją przyszłość. – Nawet jeżeli drużyna nie awansuje do fazy grupowej Ligi Europejskiej, choć nie zakładam takiego scenariusza, nie ma mowy o zwolnieniu trenera Magiery.

Co więcej, rozmawiamy z nim na temat przedłużenia wygasającego z końcem sezonu kontraktu. Nie mamy tylko czasu na dopięcie szczegółów. Jacek dostanie ofertę, która zapewni mu spokój i komfort pracy. Przetrwa kryzys i będzie jeszcze lepszy. Zwolnienie go to najgorsza rzecz, jaką mógłbym zrobić – zapewniał Mioduski 11 sierpnia podczas spotkania z dziennikarzami. „Długa i dobra rozmowa wczoraj z Jackiem Magierą. Wierzę w niego i ma moje pełne wsparcie. Wierzę w tą drużynę i Klub. Wyjdziemy z tego” – pisał na Twitterze trzy dni wcześniej.

 

 

– Wielokrotnie mówiłem, że mam nadzieję, że to jest trener, który będzie z Legią na lata. Natomiast wszyscy wiedzą, że w biznesie piłkarskim, jeżeli mocny klub nie wygrywa, to zawsze jest możliwość, że trzeba będzie zmienić trenera. Dzisiaj nie mam żadnych podstaw, żeby tak myśleć.

Pomimo ciężkiego początku, szczególnie jeśli chodzi o puchary, jesteśmy na trzecim miejscu w lidze z tylko jednym punktem straty do lidera. I nie ma powodu, żebyśmy nie zaczęli punktować normalnie w lidze, żebyśmy nie zdobyli mistrzostwa Polski. Uważam, że Jacek jest osobą, która poprowadzi nas do tego celu – dodał Mioduski w zeszły czwartek (7 września) w rozmowie z AIP. Niespełna tydzień później, po porażce 1:2 we Wrocławiu, powód najwidoczniej się znalazł. – Spotkałem się z Jackiem dziś rano i podziękowałem mu za wszystko co zrobił dla Legii, nie tylko jako pierwszy trener, ale przez te wszystkie lata, które spędził w Klubie. To była dla mnie osobiście bardzo ciężka rozmowa, bo darzę Jacka olbrzymim szacunkiem i sympatią. On jest i pozostanie częścią Klubu. Mam nadzieję, że kiedyś tu jeszcze wróci. Nigdy nie zapomnimy mu pięknych chwil, które przeżyliśmy w Lidze Mistrzów oraz Mistrzostwa Polski.

Dzisiaj w Klubie konieczne są jednak głębsze zmiany w obszarze sportowym, które mają nam pomóc osiągnąć cel na ten rok, jakim jest obrona Mistrzostwa Polski, ale przede wszystkim zbudować w Klubie długofalową jakość, która będzie fundamentem trwałego rozwoju i sukcesów sportowych na miarę naszych ambicji i oczekiwań. Dlatego musieliśmy podjąć trudne, ale przemyślane decyzje – argumentuje Mioduski na łamach Legia.com. Poza Magierą władze Legii zwolniły ostro krytykowanego ostatnio dyrektora sportowego Michała Żewłakowa (jego pomysłem było m.in. zatrudnienie Hasiego, a transfery w ostatnich okienkach w większości okazywały się niewypałami) oraz Tomasza Łuczywka (asystent Magiery) i Sebastiana Krzepotę (trener przygotowania fizycznego). Pożegnania polano sporą ilością PR-owo-korporacyjno-coachingowego sosu, którego w ostatnim czasie przy Łazienkowskiej nie brakowało.

Pytanie tylko, czy nowy trener, hasła „zawsze mocniej!” czy „Tu jest Legia! Wiem, że wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi. Jedziemy dalej!” (z listu Mioduskiego do pracowników klubu, który wyciekł do mediów) cokolwiek zmienią. Problemem Legii nie wydawał się przecież trener – legionista z krwi i kości, który zna każdy zakamarek klubu. Przecież nie zapomniał warsztatu w trakcie dwutygodniowej przerwy między sezonami. A rok temu był bohaterem. Organizmy niektórych zawodników po graniu kilkudziesięciu meczów w roku przez kilka sezonów z rzędu zaczęły się buntować. „Wzmocnienia” zawiodły, a najlepsi piłkarze co roku opuszczają Łazienkowską. W ostatnich trzech sezonach Vadis Odjidja-Ofoe, Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović, Bartosz Bereszyński, Igor Lewczuk, Ondrej Duda, Orlando Sa, Michał Żyro czy Duszan Kuciak.

Właśnie brak ciągłości i stabilizacji składu wydaje się największym grzechem Legii ostatnich lat. Kiedy w październiku 2014 roku legioniści wygrywali grupę Ligi Europy, pokonując m.in. Trabzonspor (dwukrotnie) regularnie grało sześciu zawodników z obecnej kadry Wojskowych. Prześladowani ostatnio przez kontuzje Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec i Guilherme, rezerwowy dziś Łukasz Broź oraz Miroslav Radović (kontuzja) i Inaki Astiz, którzy niedawno wrócili do Warszawy po zagranicznych wojażach. Łatać dziury mieli zawodnicy z Akademii, przyszłość klubu. Tymczasem… nikt na nich nie stawia. Poza Sebastianem Szymańskim żaden z młodych zawodników nie dostał prawdziwej szansy w pierwszym zespole. 18-letni Szymański zagrał w tym sezonie w 10 meczach (462 minuty). Pozostali?

Konrad Michalak, 19 lat, dwa mecze, 53 minuty (wypożyczono go już do Wisły Płock). Mateusz Żyro, 18 lat, jeden mecz, jedna minuta. 21-letni Rafał Makowski zagrał 90 minut z Mariehamn i został wypożyczony do Zagłębia Sosnowiec. Ambicje władz Legii są duże. Pomoc w zapewnieniu warunków na ich spełnienie sporo skromniejsza. Najprawdopodobniej dziś po południu poznamy nazwisko trenera, który zmieni Magierę na gorącym krześle przy Łazienkowskiej. Wśród medialnych kandydatur pojawia się m.in. Paulo Bento, były trener Sportingu Lizbona i Olympiakosu Pireus oraz selekcjoner reprezentacji Portugalii. Złośliwi zapytają pewnie, kto po zwolnieniu dyrektora sportowego negocjował z kandydatami. Tego nie wiemy. Na kogokolwiek zdecydują się jednak władze Legii, mamy nadzieję, że z tym trenerem uda się w końcu wprowadzić długofalowy plan działania klubu.

W innym przypadku za 12 miesięcy może dojść do kolejnej, tradycyjnej już, jesiennej wymiany trenera.

 

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0