Kraków: O krok od tragedii na koncercie Davida Guetty. Ludzie mdleli w duchocie i ścisku

Kraków: O krok od tragedii na koncercie Davida Guetty. Ludzie mdleli  w duchocie i ścisku

Radni będą żądać wyjaśnień, kto odpowie za fatalną organizację wyjścia z koncertu Davida Guetty w Tauron Arenie Kraków.

 

Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za to, że uczestnicy koncertu Davida Guetty w Tauron Arenie Kraków znaleźli się w niebezpieczeństwie. Jak już pisaliśmy, niewiele brakło, a doszłoby tam do tragedii. Po imprezie ludzie idący z płyty przed sceną do szatni ugrzęźli w wąskim korytarzu, gdzie panował ścisk i duchota. Później tłum jeszcze bardziej dociskał się przed barierkami w szatni. Mamy relacje osób, które czuły duszność, mdlały.

 

– Sytuacja była skandaliczna, niedopuszczalna. Ewidentnie coś nie zadziałało tak jak trzeba. Do takich rzeczy w hali nie może dochodzić. Zwrócę się do prezydenta Krakowa poprzez interpelację o wskazanie osób odpowiedzialnych za to, co się stało. Mam nadzieję, że to się już nie powtórzy – mówi Aleksander Miszalski, przewodniczący Komisji Promocji i Turystyki Rady Miasta Krakowa.

 

Ludzie mdleli w duchocie i ścisku

 

Dotarliśmy do kolejnych osób, z których relacji wynika, że po sobotniej imprezie w Tauron Arenie naprawdę było bardzo niebezpiecznie. – Często jeżdżę na koncerty i nigdy się z czymś takim nie spotkałam – mówi Natalia Wyrwał, która na koncert przyjechała z Lublina. Tak jak inni uczestnicy wydarzenia potwierdza, że pojawił się duży problem, bowiem dla osób bawiących się na płycie hali przed sceną przygotowano tylko jedną szatnię w małej hali Tauron Areny, do której prowadził jeden wąski korytarz. – Za dużo osób naraz do niego wpuszczono. W korytarzu było ciasno i bardzo duszno. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, jakby wybuchł pożar albo panika – opowiada Natalia Wyrwał.

 

Relacjonuje też, że po wyjściu z korytarza tłum nadal przeciskał się w sali, gdzie była szatnia, przed którą ustawiono barierki. – Tłum z tyłu napierał na osoby, które przy nich stały. Mówiłam, że robi mi się słabo i już ledwo oddycham. Dopiero jak moja koleżanka zrobiła awanturę, to ochroniarze wezwali ratowników, którzy mogli mnie wyprowadzić na zewnątrz – dodaje Natalia Wyrwał. Krystian Jakubosz, także uczestnik koncertu, komentuje: – Całe szczęście, że nie doszło do tragedii. Jakby w tym tłumie ktoś nawet dla żartów krzyknął: „Bomba”, to ludzie by się stratowali.

 

Wieszaków nie brakuje

 

Uczestnicy imprezy w rozmowach z nami podkreślali, że za zorganizowanie takiego wyjścia z koncertu ktoś powinien ponieść odpowiedzialność. Oczekują też konkretnych deklaracji, że podczas kolejnych imprez w hali sytuacja się nie powtórzy. – Niestety, na poziomie płyty nie ma stałej szatni. Przy okazji każdego koncertu trzeba więc ją dodatkowo zorganizować. Do tej pory na ten cel adaptowane było jedno pomieszczenie, tak było między innymi przy okazji występu Davida Guetty – przyznaje Janusz Stefański z firmy Prestige MJM. – Naszym zdaniem konieczne jest uruchomienie dodatkowych szatni w innej lokalizacji. Na temat tego rozwiązania rozmawiamy już z władzami hali.

 

W ARM wyjaśniają, że w Tauron Arenie jest 12 stacjonarnych szatni, w których znajduje się łącznie 19 740 wieszaków na ubrania. Ponadto szatnie są w każdej loży na poziomie VIP oraz w pomieszczeniach biurowych i firm współpracujących z ARM. Problem jednak w tym, że nie ma ich tam, gdzie podczas koncertów gromadzi się najwięcej osób, bowiem na płytę Tauron Areny może wejść do 9300 widzów.

 

Na koncert zimą bez kurtki?

 

W ARM przypominają, że przecież organizator w komunikatach informował, iż odbiór rzeczy z szatni po koncercie może być utrudniony i prosił o uzbrojenie się w cierpliwość. – O lokalizacji szatni oraz trasie dojścia do niej decydował organizator – podkreśla Katarzyna Fiedorowicz-Razmus, rzeczniczka ARM. Można tam też usłyszeć wytłumaczenie, że za bezpieczeństwo imprezy masowej podczas jej trwania odpowiada organizator. Można to więc zrozumieć tak, że ARM oddaje halę wybudowaną przez miasto za 360 mln zł i nie bierze odpowiedzialności. Jednak w przypadku źle przeprowadzonej imprezy cierpi wizerunek miasta i hali. W ARM tłumaczą też, że to nie od tej spółki zależy, czy impreza może się odbyć. Zgodę wydają prezydent Krakowa i różne służby.

 

– Policja, straż pożarna i inne służby, takie jak sanepid czy pogotowie ratunkowe sprawdzały obiekt nie wnosząc żadnych uwag. Dlatego zgoda na zorganizowanie koncertu została wydana – informuje Kamil Popiela z biura prasowego Urzędu Miasta. Komendant Miejski Straży Pożarnej w Krakowie Artur Nosek wyjaśnia, że strażacy opiniują, czy podczas imprezy jest możliwa sprawna ewakuacja. I przekonuje, że według przedłożonej dokumentacji zostało to zapewnione. – Straż Pożarna nie odnosi się do organizacji zasad wchodzenia i wychodzenia z obiektów przez uczestników imprezy w sytuacji niewymagającej ewakuacji – wyjaśnia komendant Nosek. Zaznacza, że straż pożarna nie ustala i wyznacza miejsc dla szatni i dojść do nich. Komendant Nosek przyznaje też, że na miejscu były dwa zastępy ratowniczo-gaśnicze. – Dowódca zastępu, będący na miejscu, posiadał na bieżąco informacje o sytuacji od koordynatora działań medycznych. Podczas wystąpienia incydentów związanych ze ściskiem, sześciu strażaków pozostawało w gotowości do ewentualnego wsparcia działań służb medycznych i porządkowych – informuje komendant Nosek. Pozytywną opinię wydała też policja.

 

Zaznaczają tam, że wyjście z płyty dolnej oprócz korytarza prowadzącego do małej hali, możliwe było również bramą nr 5. – Część osób z tego skorzystała – wyjaśnia Sebastian Gleń z małopolskiej policji. Uczestnicy koncertu przyznają, że wspomnianą bramą nr 5 można było wyjść, ale jak się weszło na koncert w kurtce, nie korzystając z szatni. Biorący udział w wydarzeniu Szymon Piech wylicza, że aby ominąć szatnię były możliwe następujące rozwiązania: przyjść w zimową noc na koncert bez kurtki, cały czas mieć ją na sobie albo w rękach, czy też zostawić ją w samochodzie, jeżeli się nim przyjechało. – Ale przecież to byłby jakiś absurd – zaznacza Szymon Piech, który za bilet na koncert zapłacił 260 zł. – Płacącym taką cenę organizator powinien zapewnić najwyższy komfort podczas wydarzenia, a nie zapewnił nawet podstawowych aspektów bezpieczeństwa, które są przestrzegane nawet na imprezach, na które wstęp kosztuje 10 złotych – dodaje.

COMMENTS

WORDPRESS: 0