„Kolekcjoner” warszawskich nieruchomości przed komisją weryfikacyjną

„Kolekcjoner” warszawskich nieruchomości przed komisją weryfikacyjną

Po dziewięciu godzinach od rozpoczęcia rozprawy komisja weryfikacyjna zaczęła przesłuchanie Marka M. Znany „kolekcjoner” warszawskich nieruchomości utrzymuje, że nie pamięta spotkania z burmistrzem Woli Markiem Andrukiem. Twierdzi też, że nie mówił o planach podnoszenia czynszów, które miały doprowadzić do eksmisji lokatorów. Podwyżka czynszów, jego zdaniem, miała na celu jedynie pozyskanie środków na utrzymanie budynku. 
Marek M. zeznał również, że w marcu 2009 roku pozbył się nieruchomości, które sprawiały mu problemy. „Przez to, że przekazałem jakieś tam nieruchomości mojej matce, nie przestałem być jej synem. Wobec tego, jeżeli nie przekazałem nieruchomości to przychodziłem jako właściciel a jak przekazałem to już jako właściciel przychodzić nie mogłem, natomiast mogłem przychodzić jako syn mojej matki” – wyjaśnił.
Marek M. posiada ogólne pełnomocnictwo swojej matki, które upoważnia go między innymi do sprzedaży należących do niej nieruchomości. Odpowiadając na pytanie Patryka Jakiego twierdził, że nie pamięta ile mieszkań sprzedał. Nie potrafił też odpowiedzieć, gdzie podziały się pieniądze z transakcji. Wyjaśnił, że nie sprzedał żadnego z mieszkań, bo należały one do jego matki.
Sebastian Kaleta pytał o umowy, jakie Marek M. zawierał z Hubertem Massalskim. Kamienicznik mówił, że nie pamięta innych umów oprócz tej, którą zawarł w sprawie kamienicy przy Dahlberga 5. Przyznał, że mec. Robert N. był jego pełnomocnikiem, jednak nie pamiętał w ilu sprawach go reprezentował oraz ile pieniędzy dla niego odzyskał.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Jolanta Turkowska/dyd

COMMENTS

WORDPRESS: 0