Katowice: Dlaczego Marlena L. porzuciła 3-letniego Dominika na klatce schodowej? „Pani Marlena bardzo go kochała i zawsze to podkreślała”

Katowice: Dlaczego Marlena L. porzuciła 3-letniego Dominika na klatce schodowej? „Pani Marlena bardzo go kochała i zawsze to podkreślała”

Rozmawialiśmy z dyrektorem Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wąchocku, którego pracownicy pomagali zajmować się Dominikiem w zasadzie od urodzenia. – Pani Marlena bardzo go kochała i zawsze to podkreślała. Wszyscy zachodzimy w głowę, jak to się stało, że doszło do tej sytuacji – mówi dyrektor Jarosław Michalski. W sprawie na jaw wychodzą nowe informacje.

W sprawie porzuconego w Katowicach 3-letniego Dominika wciąż pojawiają się nowe wiadomości. Posłuchajcie, co mówią Paweł Warchoł z katowickiej policji i Ewa Kowalska, mieszkanka bloku, w którym zostawiono chłopca. Przypomnijmy, że chłopca w ubiegłą sobotę, 31 marca, bez opieki na klatce schodowej w jednym z bloków przy ul. Łącznej na Zawodziu pozostawiła 27-letnia kobieta. Gdy media obiegło zdjęcie dziecka z informacją o poszukiwaniach, szybko udało się ustalić jego opiekunów. Marlena L., matka chłopca, trafiła do aresztu, a krótko po niej jej partner: 21-letni mężczyzna.

 

Dzisiaj, 4 kwietnia, para została doprowadzona do prokuratury w Katowicach. Prawdopodobnie oboje usłyszą zarzuty sprowadzenia na 3-latka zagrożenia utraty zdrowia lub życia. Grozi za to kara nawet do 5 lat więzienia. Tymczasem nam udało się porozmawiać z dyrektorem Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wąchocku, którego pracownicy pomagali zajmować się Dominikiem w zasadzie od urodzenia. – Nigdy nie było żadnych sygnałów z zewnątrz, że matka może się nim źle opiekować – mówi dyrektor Jarosław Michalski. – Pani Marlena była osobą mało zaradną, więc pomagał jej asystent, ale całą opiekę i miłość przelewała na tego chłopca. Starała się, jak mogła, by zajmować się nim jak najlepiej – podkreśla dyrektor.

 

Zadaniem asystenta ośrodka było pomaganie Marlenie L. między innymi w gospodarowaniu budżetem i załatwianiu spraw urzędowych. Sam Dominik przy matce dobrze się rozwijał: otworzył się na świat, zaczął chodzić do przedszkola integracyjnego, prawidłowo funkcjonował. To cieszyło pracowników, bo dziecko chorowało na autyzm. – Matka podkreślała, że 3-latek to jej oczko w głowie i go kocha. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Wszyscy tutaj zachodzimy w głowę, co się stało, że doszło do takiej sytuacji – mówi dyrektor Michalski. Z jego relacji wynika, że zachowanie kobiety w stosunku do dziecka zmieniło się na przełomie lutego i marca tego roku. Marlena L. zniknęła z Dominikiem z domu, a brak kontaktu z nią zaniepokoił pracowników ośrodka. Od razu zgłosili sprawę na policję. – Takie dziecko wymaga szczególnej opieki ze względu na swoją chorobę, ale policjanci zasłaniali się procedurami: kobieta nie była ubezwłasnowolniona, nie miała nakazu czy przykazu sądowego ograniczającego jej swobodę.

 

Stwierdzili, że ma prawo do tego, by z małym wyjechać – tłumaczy dyrektor ośrodka w Wąchocku. Pracownicy próbowali kontaktować się z kobietą telefonicznie, ale nie odbierała telefonu. W końcu ktoś napisał do nich SMS-a, z innego numeru. – Dajcie mi spokój, ja sobie sama ułożę życie w innym miejscu, wszystko jest w porządku, jestem cała i zdrowa – tak mniej więcej brzmiał SMS, którego odebrał dyrektor Michalski. Później na jaw wyszło, że Marlena L. poznała młodszego o kilka lat od siebie mężczyznę, z którym się związała. Pracownicy ponownie udali się na policję, a ich upór sprawił, że rozpoczęto poszukiwania. Te na początku szybko zakończyły się sukcesem: policjanci nakazali kobiecie stawienie się na posterunku, ale tylko po to, by potwierdzić, że dziecko jest całe i zdrowe.

 

Marlena L. i jej partner nigdy się tam nie pojawili. – Znów zaczęły się telefony, które długo pozostawały bez odzewu. Potem odebrał ten 21-latek, namówiliśmy ich, by pojawili się w ośrodku, bo chcieliśmy zobaczyć Dominika – mówi dyrektor. Zgodzili się. Marlena L. i mężczyzna przyjechali, by negocjować z pracownikami. Przyznali im się, że chcą rozpocząć nowe życie w innym miejscu, w Katowicach. Mieli tam mieszkać u babci 21-latka, która zaangażowałaby się w opiekę nad Dominikiem. Ale pracownicy chcieli, by najpierw załatwili sprawy formalne, a chłopca tymczasowo zostawili w Wąchocku. Marlena L. i jej nowy partner nie chcieli się na to zgodzić. – Pani Marlena uznała, że się wtrącamy, a ona ma prawo do swojego życia – mówi Michalski.

 

Wtedy kobieta zadeklarowała na piśmie, że rezygnuje ze wszystkich świadczeń ośrodka i zamierza zostać w Katowicach. – Byłem w stanie klęknąć przed nią, żeby jednak została, ale była nieubłagana – podkreśla dyrektor. Michalski wspomina, że 21-latek miał dobry kontakt z chłopcem. A to może dziwić z uwagi na chorobę dziecka i jego nieufność wobec obcych. – W tym przypadku jednak Dominik siedział na kolanach tego mężczyzny, widać było, że mu ufa – dodaje Jarosław Michalski. Partner Marleny L. przekonywał pracowników, że ma dobrą pracę przy wykańczaniu wnętrz, a także rentę rodzinną, więc zapewni chłopcu byt.

 

O ojcu biologicznym Dominika wiadomo natomiast niewiele. W ośrodku podkreślają, że to był chwilowy związek, a mężczyzna nigdy nie interesował się losem chłopca. Obecnie 3-latek przebywa w jednej z placówek opiekuńczych w Katowicach. Ośrodek w Wąchocku jest z nimi w stałym kontakcie. Aktualnie Dominik ma się już dobrze, emocje padły, zaaklimatyzował się do nowego otoczenia. – Normalnie je, racjonalnie się zachowuje, nie wpada w ataki paniki – mówi dyrektor Michalski.

 

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0