Jedyną szansą PiS na wygraną w Warszawie jest… rozpoczęcie rewolucji

Jedyną szansą PiS na wygraną w Warszawie jest… rozpoczęcie rewolucji

Jedyną szansą PiS na wygraną w Warszawie jest rozpoczęcie rewolucji. Jeśli nie uda jej się rozpalić rewolucyjnego żaru, w stolicy wygra Rafał Trzaskowski. Pytanie, czy rządząca dwa lata partia jest w stanie stać się zarzewiem buntu wobec ancien régime’u.

Gary Lineker, słynny przed laty angielski piłkarz, powiedział kiedyś, że piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. Przenosząc to powiedzenie na grunt polityki można powiedzieć, że wybory to taka dyscyplina, w której startują przedstawiciele wszystkich partii, a na końcu w Warszawie i tak wygrywa Platforma. Trafności tego porównania w trzech ostatnich wyborach samorządowych w stolicy dowodziła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nawet wtedy, gdy PO przegrywała (wybory prezydenckie i parlamentarne w 2015 r.), to w Warszawie notowała wyniki wyraźnie lepsze niż PiS.

 

Ostatni raz Platforma przegrała w tym mieście w 2002 r. – wtedy w walce o stanowisko prezydenta miasta Lech Kaczyński pokonał Andrzeja Olechowskiego (który nawet nie wszedł do drugiej turze, dając się także wyprzedzić Markowi Balickiemu wystawionemu przez SLD). Nawet w 2005 r., gdy ówczesny włodarz Warszawy Lech Kaczyński został prezydentem Polski, w stolicy zdobył o 136935 (w pierwszej turze) i o 172116 (w drugiej turze) mniej głosów niż Donald Tusk. Lepsze potwierdzenie tego, że stolica to najważniejszy obok Gdańska bastion PO trudno będzie znaleźć. Wszystko na to wskazuje, że odwojować ten bastion będzie próbował Patryk Jaki. Formalnie nie jest nawet członkiem PiS, lecz Solidarnej Polski – ale nieoficjalne na razie przecieki mówią, że Jarosław Kaczyński zdecydował się właśnie jego rzucić w bój przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu.

 

Dlaczego wybrał obecnego wiceministra sprawiedliwości, a nie Michała Dworczyka, obecnego szefa kancelarii premiera? Ten drugi wydawał się bardziej podobny do Andrzeja Dudy – w tym sensie, że ma podobny do obecnego prezydenta profil polityczny, a więc (przynajmniej teoretycznie) łatwiej mu być powinno powtórzyć sukces PiS z 2015 r., kiedy kompletnie nieznany pół roku wcześniej kandydat tej partii wygrał wybory prezydenckie z absolutnym faworytem Bronisławem Komorowskim. Tyle, że było to możliwe w skali całego kraju, bo Warszawie Andrzej Duda przegrał, w drugiej turze zdobył o 173050 głosów mniej. Pewnie stąd decyzja kierownictwa PiS, by postawić na Jakiego. Skoro z góry wiadomo, że zdobycie Warszawy to misja niemożliwa, nie można stawiać na kandydata bezpiecznego – taką opinię ma Michał Dworczyk. Nowogrodzka zdecydowała się zagrać va banque. Dobrze wiedzą, że może się to skończyć spektakularną porażką, ale uznali, że te wybory można wygrać tylko podejmując naprawdę duże ryzyko. Stąd Patryk Jaki. Słabości jego kandydatury wymieniać łatwo i są one powszechnie znane – streścić je można określeniem „Warszawa to bastion Platformy”.

 

Mieszkańcy stolicy w większości zwyczajnie nie podzielają poglądów PiS, czemu dawali wyraz w kolejnych wyborach, w których wygrywali (w tym mieście) kandydaci PO. Nie przypadkiem demonstracje KOD-u najliczniejsze były właśnie w stolicy, podobnie zresztą jak czarne marsze. Wśród warszawiaków osoby mające konserwatywny punkt widzenia są po prostu w mniejszości. Ostra polityczna polaryzacja ostatnich dwóch lat jeszcze to uwidoczniła. Innymi słowy PiS tradycyjnym zestawem haseł w Warszawie nie zagrozi Rafałowi Trzaskowskiemu. Dowiodła tego kampania z 2014 r., kiedy prezentujący konserwatywny spokój i umiarkowanie Jacek Sasin zdobył w wyborach w Warszawie niecałe 42 proc. głosów. I pewnie przy okazji zakreślił poprzeczkę, którą PiS-owi przeskoczyć będzie bardzo trudno. Chyba, że uda się rozpalić w Warszawie rewolucję. Tylko wyjście poza tradycyjną polaryzację PO-PiS daje tej drugiej partii szansę na dokonanie niemożliwego: pokonanie Rafała Trzaskowskiego. Stąd wybór Patryka Jakiego.

 

Pod tym względem lepszego kandydata w tej partii chyba nie ma. Nawet Jarosław Kaczyński, będący w polityce od lat 80., miałby więcej problemów z mówieniem, że w stolicy potrzebne jest nowe rozdanie. Natomiast to hasło 32-letni Jaki ma niemal wypisane na czole. Pod tym względem będzie dużo bardziej wiarygodny. Na jego korzyść działa przede wszystkim fakt, że przewodniczy ona pracom komisji weryfikacyjnej. To na tym polu najłatwiej będzie uderzyć w rządzącą 12 lat w stolicy Platformę Obywatelską. Pod tym względem można się spodziewać prawdziwej palety kandydatów, którzy ruszą z kilofami na ratusz i będą próbowali go rozbić. Nie tylko Jaki, ale także Jan Śpiewak, kandydat ruchów miejskich (może nim być Jan Mencwel, szef Miasto Jest Nasze), czy Stanisław Tyszka, który najprawdopodobniej będzie wystawiony przez Kukiz’15.

 

Nawet tak systemowy kandydat, były wiceprezydent Warszawy i poseł PO Jacek Wojciechowicz, który w niedzielę przekazał, że zamierza startować, będzie ostro uderzał w Hannę Gronkiewicz-Waltz i w swoją dawną partię za to, że dopuściła do skandalu z dziką reprywatyzacją. Uda się? Dzisiaj zdecydowanym faworytem wyborów w Warszawie jest Rafał Trzaskowski. Kandydat Platformy wykorzystuje fakt, że warszawiacy są zadowoleni z życia w mieście. Najwyższe zarobki w skali całego kraju, najlepsza komunikacja w Polsce, przewidywalność, spokój i ciągłe szanse na to, że za 10 lat życie w tym mieście będzie jeszcze bardziej atrakcyjne – to główne atuty, które przemawiają za nim. Hannie Gronkiewicz-Waltz udało się ustabilizować życie w stolicy. Rafał Trzaskowski będzie się do tego odwoływać. Nie przypadkiem bardzo oszczędnie mówi on o swoich planach na miasto. Na razie przedstawił jeden konkretny pomysł – budowę tanich mieszkań na wynajem dla najbiedniejszych. Pewnie podobne projekty w jego kampanii się pojawią, ale też nie należy się spodziewać, by były to jakieś całkowicie zaskakujące projekty.

 

Trzaskowski wprawdzie wprost tego nie powie, bo to by znaczyło, że wszystko akceptuje, co się w stolicy działo przed jego kadencją, ale między wierszami będzie puszczał do warszawiaków oko, sugerując, że gdy zostanie prezydentem miasta, wszystko w nim pozostanie po staremu. Bo skoro warszawiacy są dzisiaj zadowoleni z życia w stolicy, to on nie będzie zamierzał im tego psuć. 45-letni Trzaskowski jest jednak na tyle doświadczonym politykiem, że wie, iż jedynie obrona status quo w jego przypadku skończy się dokładnie tak samo jak w przypadku Bronisława Komorowskiego w 2015 r. Błyskawicznie zostanie mu przylepiona łatka z napisem „nowa twarz ancien régime’u”, co tylko zastępowi rewolucjonistów ułatwi ataki na niego. Dlatego też Platforma Obywatelska ruszy do ataku na PiS, gdy tylko oficjalnie zostanie ogłoszony kandydat tej partii na prezydenta Warszawy.

 

Ponieważ trudno będzie go atakować z pozycji stołecznych, bo PiS w polityce miejskiej właściwie nie istnieje, to uderzenie będzie dotyczyło perspektywy makro. Platforma będzie starała się zamienić wybory warszawskie w polityczną bitwę PO z PiS, coś na kształt wyborów parlamentarnych, które są zaplanowane rok później. Jesień w Warszawie będzie próbą generalną przed następnymi wyborami. Taki scenariusz jest dla Platformy najwygodniejszy. Nic dziwnego. Skoro wygrywali z PiS w Warszawie nawet wtedy, gdy przegrywali wybory w skali całego kraju, to dlaczego nie powtórzyć tego manewru tutaj? Patryk Jaki, czy Jan Śpiewak będą z kolei starali się uczynić tę kampanię możliwie jak najbardziej lokalną.

 

Z prostej przyczyny: tylko w takim kontekście afera z dziką reprywatyzacją, do której dopuścił Hanna Gronkiewicz-Waltz będą najbardziej dokuczliwie dla kandydata Platformy. Tylko czy to się uda? Dużo będzie zależeć od tego, czy komisja weryfikacyjna będzie w stanie dostarczyć nowe fakty. Póki co Hanna Gronkiewicz-Waltz skutecznie schodzi z linii strzału. Komisji nie udało się do tej pory pokazać żadnych dowodów na to, że w sprawie dzikiej reprywatyzacji można jej zarzucić coś więcej niż niewłaściwy nadzór nad podległymi jej urzędnikami. Obecna prezydent Warszawy sama przyznała, że w jej ratuszu zaległa się grupa przestępcza – ale z sondaży wynika, że dla większości warszawiaków ta sprawa nie jest aż tak dotkliwa, jak próbuje to przedstawić PiS. Dlatego też Gronkiewicz-Waltz próbuje przeczekać. Wychodzi z założenia, że każdy dzień działa na jej korzyść – bo oburzenie na to, że doszło do afery reprywatyzacyjnej stygnie, przestaje być siłą zdolną ją zmieść. Póki co ta strategia przynosi jej efekt.

 

Na niekorzyść Patryka Jakiego będą też działać wszystkie błędy, jakie popełnia obóz władzy w polityce krajowej. Choćby ten z nowelizacją ustawy o IPN, którą zresztą Jaki jako wiceminister sprawiedliwości opracował. Każda tego typu wpadka będzie mu coraz bardziej ciążyła. Sam fakt, że Zjednoczona Prawica rządzi ponad dwa lata komplikuje jego zadanie – w historii nie zdarza się, by rewolucje organizowali ludzie będące u władzy. Widać, że więcej atutów w warszawskiej grze ma Rafał Trzaskowski. Czy to wystarczy? Wydaje się, że tak – chyba, że Patryk Jaki pokaże nowe, nieznane, wstrząsające materiały dotyczące bezpośredniego zaangażowania członków PO w aferę reprywatyzacyjną. Dziś nie widać niczego innego, co mogłoby zmienić los wyborów w stolicy.

 

 

Agaton Koziński aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0