Jan Tomaszewski: „Dopóki nie będzie pierwszego gwizdka, jesteśmy faworytami grupy, a nawet mistrzostw świata”

Jan Tomaszewski: „Dopóki nie będzie pierwszego gwizdka, jesteśmy faworytami grupy, a nawet mistrzostw świata”

Jesteśmy w dziesiątce najlepszych drużyn na świecie. Do pierwszego gwizdka w mistrzostwach świata jesteśmy faworytami grupy, a nawet mundialu – przekonuje były bramkarz reprezentacji Polski, medalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich Jan Tomaszewski.

Zanim reprezentacja Polski zagra z Litwą, Pan będzie jednym z tych, którzy jako pierwsi odsłonią swoją tablicę w Alei Gwiazd Piłki Nożnej na promenadzie na PGE Narodowym. To kapitalna inicjatywa i przede wszystkim ogromna. Dlaczego? Dlatego że zdaję sobie sprawę z tego, co robiłem i co zostało w ludzkiej pamięci. Dzięki panu Kazimierzowi Górskiemu razem z moimi kolegami z boiska zyskaliśmy miejsca w sercach kibiców. A tego nie można kupić za żadne pieniądze!

Młodsi kibice wiedzą, kim Pan jest? Bardziej kojarzą mnie jako telewizyjnego eksperta. (śmiech) Ale przez takie inicjatywy mogą się dowiedzieć o nas więcej, poznać naszą historię. Tego typu galerie są na innych wielkich stadionach, więc siłą rzeczy musieliśmy się doczekać swojej. Tym bardziej mając tak wspaniały obiekt. Jak sobie przypomnę, że podczas każdego treningu traciłem na wadze od trzech do czterech kilogramów, to jestem przekonany, że opłacało się. Chociażby dlatego, żebym odcisnął swoje stopę i dłoń. To też powinno być przykładem dla młodych, którzy – przepraszam, że tak ostro – muszą nas słuchać. Jeśli chce się coś osiągnąć, to na treningach trzeba poświęcić wszystko. Nawet życie osobiste. Ja zrobiłem to niejednokrotnie. Jednak dlatego jestem teraz w Alei Gwiazd. Moje losy tak się potoczyły, bo pierwszą miłością była piłka.

Obok Pana swoje tablice odsłonią Zbigniew Boniek, Włodzimierz Lubański, Grzegorz Lato, Władysław Żmuda. Pośmiertnie zostaną też uhonorowani w ten sposób Gerard Cieślik, Kazimierz Deyna i Włodzimierz Smolarek. Po mistrzostwach świata w Rosji tablic będzie więcej? Moim marzeniem jest, żeby przybyło ich jak najwięcej. A w przyszłości – jestem przekonany, że będą dochodzić nowe. Pan Kazimierz udowodnił, że Polacy nie gęsi i swój futbol i futbolistów mają. Adam Nawałka to kontynuuje. Jesteśmy w dziesiątce najlepszych drużyn na świecie!

Nawet Robert Lewandowski mówi, że miejsce w rankingu nie odzwierciedla siły zespołu. OK, ale piłkarze mają swoją filozofię. Natomiast nie rozumiem, dlaczego dewaluuje się naszą reprezentację. Przypomnę, że przed mistrzostwami Europy w 2012 r. mówiłem, że się wstydzę drużyny narodowej. Byłem jedynym Polakiem, który robił to głośno, nie oglądałem też spotkań. Zostałem wrogiem publicznym numer jeden. Za to pseudofachowcy przekonywali, że mamy szanse na medal. Mimo że byliśmy w szóstej czy siódmej dziesiątce rankingu. Później okazało się, że zespół zajął „zaszczytne” czwarte miejsce w najsłabszej grupie na turnieju w Polsce i na Ukrainie. Była to największa kompromitacja! Obecnie ci sami „eksperci” mówią, żebyśmy uważali, bo Senegal jest groźny, Kolumbia jest bardzo groźna, a jest jeszcze Japonia, więc o wyjście z grupy będzie bardzo trudno. Na Boga! Panowie, jesteśmy w dziesiątce drużyn na świecie. Dopóki nie będzie pierwszego gwiazdka sędziego, nie bójmy się. Dlaczego? Dlatego że jesteśmy faworytami grupy, a nawet mistrzostw. Argentyńczycy, którzy w sparingu przegrali z Hiszpanią 1:6, jadą zostać mistrzami świata. Czy ktoś im mówi, że przegrają? Czy Francuzom tak się mówi albo Niemcom? Nie, za to są pewni siebie. Jak Amerykanie, choć akurat ich na mundialu tym razem nie będzie, ale oni zawsze uważają, że są najlepsi. To wcale nie znaczy, że ma się patent na zwycięstwa, bo o wygranej czy przegranej przesądzi to, co wydarzy się na boisku. W piłkę nożną gra się z głową. Naszym piłkarzom trzeba zakodować, że mają szanować przeciwnika, ale ze świadomością, że są w światowej czołówce. To już trenerzy drużyn przeciwnych mówią swoim zawodnikom, żeby uważali, bo nasza drużyna jest inną Polską niż kilka lat temu. Nastąpiła dobra zmiana. I mimo tego wszystkiego półgłówki dewaluują umiejętności piłkarzy grających w świetnych klubach, w niektórych przypadkach jednych z najlepszych zawodników na świecie na swoich pozycjach.

Wolimy dmuchać na zimne. Ale po co? Na Boga! Ostatni raz na mundialu byliśmy w 2006 r., wcześniej w 2002 r., a jeszcze wcześniej czekaliśmy na to 16 lat. Ale na początku tego wieku nie byliśmy tak mocni. Mamy światowej klasy zawodników. Oczywiście różnie może być, kartki, kontuzje, odpukać. Ale jeśli będzie stabilny skład, to nie zdziwię się, jak zdobędziemy medal.

Nawet kontuzja Glika nie zmąciła Pana optymizmu? Nie, i mecz z Chile mnie w tym utwierdził. Po pierwszej połowie mówiłem Markowi Koźmińskiemu [wiceprezes PZPN – red.] i Maćkowi Sawickiemu [sekretarz generalny PZPN – red.], że nasz zespół gra za dobrze jak na tę fazę przygotowań. Pierwsza połowa była fenomenalna! Graliśmy szybko, z pierwszej piłki, stworzyliśmy mnóstwo sytuacji. Gdyby Kamil Grosicki trafił z woleja, jak rywal w drugiej połowie, to mielibyśmy bramkę roku. Naprawdę było dobrze. Poza grą Michała Pazdana, który zagrał słabiej na tle zespołu. Ale po nim widać było zmęczenie przygotowaniami. On pracował nieprawdopodobnie, mając na uwadze wątpliwości, jakie były co do jego formy w Legii w tym sezonie. W piątek przy golu rywal go uprzedził. Jednak na tym etapie przygotowań to się może zdarzyć. Ważne, że był przy rywalu. Poza tym im mecz trwał dłużej, tym Michał grał lepiej. Na mundialu przyjdzie świeżość i wtedy powinno być dobrze. Myślę, że takim składem jak z Chile wyjdziemy na Senegal. Jedyny znak zapytania, to kto zagra obok Roberta Lewandowskiego – Piotrek Zieliński czy Arek Milik.

Czyli Jan Bednarek zostaje. Zagrał dobrze jak na nowego człowieka w tej reprezentacji. Dobrze się ustawiał, był pewny w swoich decyzjach. I to mimo gry pod ogromną presją.

A skład na mundial Pana zaskoczył? Nie, dlaczego? Nieraz rozmawiałem z Adamem [Nawałką – red.]. Współczułem mu, że musi dokonać wyboru. Życzyłem sobie, żeby w składzie było jak najwięcej młodych zawodników. Bo jakbym miał wybrać, kto ma wejść za Roberta Lewandowskiego czy Arka Milika – choć mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby, bo obaj będą grać fenomenalnie – to bym wybrał właśnie Dawida Kownackiego, a nie Kamila Wilczka. Jak będzie potrzeba, niech wchodzą młodzi, to coś da.

Coś na przyszłość. Naturalnie. Nikt na siłę nie wpycha ich do pierwszego składu. Chodzi o to, żeby się otrzaskali z wielką imprezą i czuli kadrę. Nie zapominajmy, że w reprezentacji w porównaniu z klubem wszystko jest inne – trawa, koszulka, piłka i tak dalej. Niejednokrotnie zawodnicy, którzy świetnie radzą sobie w klubie, w koszulce z orłem grają piach. P

o Robercie Lewandowskim widać, że sprawa transferu nie zajmuje mu głowy? Robert jest za dużym profesjonalistą, żeby tak było. Mam wrażenie, że przyszłość Lewandowskiego jest już ustalona i kwestią czasu jest, gdy to zostanie ogłoszone. Natomiast szkoda, że Robert nie zaczął współpracy z nowym menedżerem [Pini Zahavi – red.] wcześniej. Gdyby to zrobił, być może już by miał Złotą Piłkę.

Końcówka sezonu w Bayernie Monachium wyglądała na trudną. Śmieję się, bo rozmawiając z Adamem Nawałką, mówiłem mu, że życzę Bayernowi porażki w półfinale Ligi Mistrzów, co się zresztą stało. Szanuję Niemców i Bayern, ale dla mnie ważniejsza jest reprezentacja Polski. Dzięki porażce Robert miał tydzień więcej na regenerację po ciężkim sezonie i nie musiał przebywać w szatni Bayernu, gdzie ma wrogów. „Lewy” stał się obiektem… Nie wiem czego – zazdrości, złości? To dla mnie żenujące. Teraz ma już komfort psychiczny. Będziemy z niego dumni.

Czy sam nie sprowokował tej nagonki na przykład tym, że schodząc z boiska w jednym z meczów, nie podał ręki trenerowi? Za tę sytuację Roberta potępiam. Nie można tak się zachowywać. To oczywiście żadne tłumaczenie, ale u Roberta w tamtym zachowaniu widać było frustrację. Bayern już wtedy widział, że Lewandowski odejdzie. A ponieważ „Bild” jest z bawarskim klubem w dobrych relacjach, to „jedzie” z „Lewym”, żeby kibice nie wieszali psów na władzach Bayernu, że te sprzedały najlepszego zawodnika.

Jeśli pójdzie do Realu Madryt, będzie to dobry kierunek? O czym my rozmawiamy? Każdy będzie dobry. W przypadku Roberta mówimy o transferze do największych klubów, więc to tak, jakbyśmy dyskutowali o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia czy na odwrót.

 

aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0