Igrzyska olimpijskie Pjongczang 2018. Kamil Stoch: Byłem pewny, że Stefan ma srebro. Jestem rozczarowany

Igrzyska olimpijskie Pjongczang 2018. Kamil Stoch: Byłem pewny, że Stefan ma srebro. Jestem rozczarowany

Dyskusje, czy należało przerwać olimpijski konkurs na normalnej skoczni, czy w ogóle był sens go rozgrywać lub czy ktoś majstrował przy przelicznikach wiatrów będą trwały w nieskończoność, ale jednego nie zmienią. Polacy zostali bez medalu, choć na półmetku Stefan Hula i Kamil Stoch byli na dwóch pierwszych miejscach. Złoto zdobył Niemiec Andreas Wellinger.

– Szok? Czy ja wiem, było blisko, co zrobić. Piąte miejsce i tak jest wspaniałe. I tak jest to dla mnie największy sukces. Choć była szansa na więcej… Akceptuję to – mówił po zawodach smutnym głosem Hula. Atmosfera po zawodach była w polskiej ekipie grobowa. Sukces był na wyciągnięcie ręki. 31-latek ze Szczyrku, któremu ten medal należał się jak mało komu – za upór, wytrwałość, pracowitość – prowadził po I serii ze sporą przewagą.

W szalonym finale, który ciągnął się i ciągnął przez wiatr, a zimno było tak, że zawodnicy odmrażali sobie nosy, Polacy musieli przeżyć dwa rozczarowania. Najpierw miejsca na podium nie obronił Stoch, przegrał z Wellingerem i Norwegami: Johannem Andre Forfangiem i Robertem Johannsonem. Od tego ostatniego był słabszy o 0,4 pkt. Drugi cios był jeszcze bardziej bolesny. O ile bowiem po skoku Huli stało się jasne, że złoto zdobędzie Niemiec, o tyle wydawało się, że Hula medal ma pewny. Otoczony przez kolegów z kadry czekał na wynik. 5. miejsce. – Byłem pewny, że ma srebro – stwierdził potem Stoch.

– Nie wiem, jak to wszystko się policzyło, Stefan na pewno nie miał takich dobrych warunków jak pokazały współczynniki. – Złość czy rozczarowanie? Ani jedno, ani drugie. Po prostu przetrawię to. Mimo wszystko to dla mnie dobry czas, bo pokazuję, że jestem w dobrej dyspozycji. Szczegóły zadecydowały, a byłoby zupełnie inaczej – komentował z wielką klasa Hula. – Po skoku nie było tak, że czułem, iż jest medal. Aż tak to nie. Można gdybać, ale co to da? W środku jest sportowa złość na taki los, ale już nic na to nie poradzę. Złość mi nic nie da, bardziej zaszkodzi. Walczymy dalej. W podobnym duchu wypowiadał się Kamil.

– Jestem rozczarowany, bardzo mi żal, zabrakło mi dosłownie odrobinkę, ale też mam świadomość, że świat się nie kończy jeszcze dwa konkursy przed nami. To już historia i jej nie zmienię. Zawody były porażką organizatorów i jury. Wiatr utrudniał ich przeprowadzenie, konkurs zaczął się w sobotę, a skończył w niedzielę.

– Czegoś takiego nie pamiętam – rozkładał ręce Adam Małysz, dyrektor PZN. Finałową serię oglądała garstka widzów, resztę wygonił z trybun przenikliwy chłód. Co jednak mieli powiedzieć skoczkowie. Szwajcara Simona Ammanna z belki ściągano pięć razy, po kilkunastu minutach czekania wyglądał jak sopel lodu. I tak się zapewne czuł. Nie pomagały koce, którymi próbowano dogrzewać zawodników. Finałową serię oglądała garstka widzów, resztę wygonił z trybun przenikliwy chłód.

Co jednak mieli powiedzieć skoczkowie. Szwajcara Simona Ammanna z belki ściągano pięć razy, po kilkunastu minutach czekania wyglądał jak sopel lodu. I tak się zapewne czuł. Nie pomagały koce, którymi próbowano dogrzewać zawodników, to był raczej symboliczny gest. Rywalizację kontynuowano na siłę.

– Bywały już takie konkursy, to nie jest pierwszy i nie ostatni. Skoro konkurs trwał, to trzeba było dalej robić swoje – mówił Stoch. – Każdy z nas oddał skok na bardzo dobrym poziomie. Ja wciąż mogę robić to lepiej i trafiać w próg, ale tak bywa. Zabrakło niewiele, mieliśmy trochę pecha, może też było trochę błędów. O tym, co powinno zrobić jury nie chcę mówić. Nie wypowiadam się na ten temat, nie chcę dyskutować. Musimy patrzeć do przodu. Konkurs indywidualny na dużej skoczni w najbliższą sobotę.

 

Przemysław Franczak, Pjonczang (AIP)

COMMENTS

WORDPRESS: 0