Historia. Te tragedie nigdy nie powinny się wydarzyć [Rozmowa]

Historia. Te tragedie nigdy nie powinny się wydarzyć [Rozmowa]

Czesław Oczkowicz docieka, co powodowało żołnierzami Armii Krajowej, że zdecydowali się zlikwidować grupę Żydów, ukrywających się we wsi Rędziny Borek 

Po opublikowaniu rozmowy z Panem na temat rozbicia więzienia UB w Miechowie, wśród Czytelników pojawiły się głosy „o mordercach i bandytach z AK”. Przytaczano jako przykład mord na Żydach w Rędzinach Borku.

 

Zdaję sobie sprawę, że trudno jest polemizować z ludźmi, którzy przez tyle lat – na bazie informacji osób bliskich – przekonanie takie w sobie ugruntowali. Dlatego moim zamiarem nie jest polemizowanie z nimi, ale wywołanie refleksji u tych, którzy przyjęli beztrosko takie informacje i nie próbowali ich nigdzie weryfikować.

 

Fakty są jednak takie, że we wsi Rędziny-Borek partyzanci z AK dokonali mordu na ukrywających się Żydach.

 

To jest bezsporny fakt. Rozstrzelanie nastąpiło w wyniku donosów mieszkańców wsi. Te donosy według aktualnych danych były dwa. Po pierwszym zjawili się Niemcy, którzy po przeszukaniu gospodarstw we wsi nic nie znaleźli, w związku z czym odjechali bez żadnych następstw dla mieszkańców. Drugi donos był do miejscowej placówki AK. Należy sądzić, że był już bardziej precyzyjny, bowiem przybyła do wsi grupa AK-owców bez problemu odszukała ukrywających się Żydów. Wszystkich rozstrzelano.

 

Czy zatem można sprawców w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać?

 

Usprawiedliwiać nie, bo to był oczywisty mord. Jednak myślę, że warto spojrzeć na to wydarzenie z punktu widzenia okupacyjnej rzeczywistości. Ten czas to szczyt terroru faszystów wobec Polaków. Żydzi w zasadzie już wszyscy znajdowali się w gettach, skąd wywożeni byli do obozów koncentracyjnych. Niezależnie czy na tych z gett, czy też na tych ukrywających się, wydany był już wyrok śmierci. Ponadto na każdego obywatela okupowanego kraju nałożony był nakaz, pod groźbą kary śmierci, informowania o ukrywających się Żydach. Na karę śmierci narażał się każdy, kto udzielał pomocy Żydom w najmniejszym nawet zakresie.

 

Można domniemywać, że w takich warunkach ktoś doniósł z powodu niechęci do Żydów, albo ze zwykłego strachu.

 

Należy – moim zdaniem – przyjąć tezę, że uczynił to w obawie o własną rodzinę i swoich bliskich. Wykrycie ukrywających się Żydów przez faszystów to śmierć dla ukrywających, śmierć rodziny, która ukrywała i trudne do przewidzenia, ale realne następstwo pacyfikacji miejscowej społeczności.

 

Donos to jedno, ale przecież nie oznaczał on jeszcze dla dowódcy oddziału przymusu likwidacji Żydów.

 

Dowódca na pewno otrzymał rozkaz, aby rozwiązać ten problem. Nie wierzę, że było to samowolne, bandyckie zachowanie. Trudno mi uwierzyć w stwierdzenia o grabieży odzieży ofiar mordu. Sądzę, że rozkaz, który otrzymał dowódca, musiał być rozważany na wyższym szczeblu, w gronie osób decyzyjnych, a jednocześnie odpowiedzialnych.

 

Czy koniecznie musieli się posunąć do fizycznej likwidacji Żydów?

 

Dowódca mógł odmówić wykonania rozkazu, ale wtedy wyznaczono by inną osobę. Mógł też samowolnie zmienić treść wyroku, wyprowadzić ukrywających się poza wieś i puścić ich wolno. Jednak nie dawało to gwarancji, że nie wpadną w ręce faszystów, a jeśli wpadną, to efekt też jest do przewidzenia. Wreszcie podporządkowanie się rozkazowi i likwidacja Żydów. Opcja pewnie najgorsza, a na pewno najgorsza z dzisiejszego punktu widzenia. Czy był inny wybór? Na to może sobie każdy odpowiedzieć sam, ale warunkiem jest wzięcie pod uwagę okupacyjnej rzeczywistości. Ja osobiście nigdy nie chciałbym znaleźć się na miejscu tego dowódcy i jego żołnierzy.

 

Tragedia w Rędzinach Borku to jedyny przypadek mordu na Żydach dokonany przez żołnierzy polskiego podziemia?

 

Niestety nie. W Giebułtowie jeden z mieszkańców ukrywał 15 Żydów. Wiosną 1944 roku – w wyniku pewnie też donosu – w zagrodzie tego gospodarza zjawili się partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych i z kryjówki wyciągnęli ukrywające się osoby. Wszystkich poprowadzili kilka kilometrów za wieś w kierunku Lisin. Tam kazali im uciekać przed siebie. Większość skierowała się w kierunku najbliższego lasu. Gdy uwolnieni zbliżali się do lasu oprawcy, którzy ich uwolnili zaczęli strzelać. 13 uciekających zostało zabitych. Dwóch dobiegło do lasu i uratowało życie. Niebawem w zagrodzie gospodarza, ukrywającego Żydów zjawili się faszyści, mordując żonę i córkę gospodarza. Jednego z ocalałych Żydów, już po wyzwoleniu, w Janowicach zamordowali oprawcy, reprezentujący obóz ówczesnej władzy, którzy później oskarżali wcześniej wymienionego dowódcę AK.

 

Kwestia stosunki Polaków do Żydów podczas okupacji to skomplikowana i trudna do jednoznacznej oceny materia.

 

Należy mieć na uwadze uwarunkowania, które narzucił okupant. Kara śmierci za ukrywanie Żydów jaka groziła każdemu, wyzwalała różne zachowania. Jedni za pieniądze, inni w odruchu bezinteresownej pomocy, potrafili przemóc strach i obawy o siebie i rodzinę, decydując się na pomoc Żydom. Byli jednak i tacy, którzy bojaźliwie i przesadnie reagowali na wieść, że w swojej wsi są ukrywani Żydzi. Taka informacja wzbudzała obawy o następstwa w odniesieniu do najbliższych. Czy można więc mieć jednoznaczną opinię o Polakach jako prześladowcach Żydów? Problem tkwi w zasadach, które ustanowili faszyści, a które z uczciwych ludzi robiły zdrajców, a nawet morderców. Wydarzenia w Rędzinach-Borku oraz w Giebułtowie były wielką tragedią tak dla społeczności żydowskiej, jak i miejscowej, i nigdy nie powinno się wydarzyć.

 

Takie tragiczne incydenty stają się źródłem opinii o bandytach z AK.

 

Kiedyś zadałem nie żyjącemu już partyzantowi pytanie: w jaki sposób werbowano do organizacji, na co kładziono szczególny nacisk. Odpowiedź była zaskakująca. Stwierdził, że początkowo stawiano na ludzi ustabilizowanych, nie karanych – słowem okazy grzeczności, kultury, wykształcenia i dobrego wychowania. Przekonania polityczne to był prawie marginalny temat. Ale po okresie szkolenia wojskowego, gdy przyszło pójść na akcje i podjąć ryzyko śmierci lub utraty zdrowia, okazywało się, że nie ma wielu chętnych. Dotychczasowe kryteria musiano więc zweryfikować. Zaczęto przyjmować osobników z przeszłością, którzy byli karani za bijatyki wiejskie i drobne wykroczenia wobec prawa. Ludzie z tej grupy nigdy nie odmawiali udziału w akcjach, wręcz prowokowali ich do takich działań. Wyróżniali się brawurą i skłonnością do ryzyka. Był jednak jeden szkopuł – trudniej było ich zdyscyplinować. To z tej grupy, bez względu na orientację polityczną, brali się późniejsi pojedynczy bandyci. Dla nich obce były ideały, poglądy czy też zasady postępowania. I jeśli nad takim osobnikiem utracono kontrolę, efekty były tragiczne. Jednak formułując negatywną opinię o całej AK na podstawie jednostkowych faktów, popełniamy błąd. Krzywdzimy ludzi, którzy z honorem walczyli o wolność i polegli w imię niepodległości.

 

Aleksander Gąciarz (aip)

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0