Dawid Kubacki: Skocznia w Pjongczangu nie ma wad. Czasem trochę wieje i jest zimno

Dawid Kubacki: Skocznia w Pjongczangu nie ma wad. Czasem trochę wieje i jest zimno

Dawid Kubacki oddał najdłuższy skok podczas kwalifikacji do sobotniego konkursu igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Rywalizację zakończył jednak na trzecim miejscu, za Kamilem Stochem i Andreasem Wellingerem. W zawodach zobaczymy komplet Polaków. – To były normalne treningowe skoki, bo kwalifikacje to trening – wzruszył ramionami Kubacki.

W kwalifikacjach do sobotniego konkursu zajął Pan trzecie miejsce. Zadowolony jest Pan ze swojego skoku? Normalne, treningowe skoki, bo kwalifikacje to też trening. Może Pan na tej skoczni zdobyć medal? Po to trenuję. Czy to mi się uda, nie wiem. Każda skocznia jest trochę inna, ale reguły skoków są takie same. Jeśli oddaje się dobre technicznie skoki, można liczyć na to, że będą one dalekie. Tej koncepcji się trzymam. Wiem, co mam robić na skoczni i to jest najważniejsze.

Pan lubi tu skakać? Jest całkiem w porządku. Nie ma czegoś takiego, przez co bym nie lubił tej skoczni. Trudno ją porównać do innego obiektu z sezonu. Poza tym w Pjongczangu oddałem nie za wiele skoków. Ale nie przypominam sobie skoczni, która byłaby identyczna.

Co jest jej największą wadą? Nie ma wad. Czasem trochę wieje i jest zimno.

Kolejny raz kończy Pan rywalizację w czołówce. Jest coś, co może Pan poprawić na konkurs? Zawsze jest coś do poprawy. Trener nigdy zawodnikowi nie powie, że już jest wszystko OK i nie trzeba nic robić. Osobiście też pracuję nad sobą. Nie mam czegoś takiego, że usiądę na belce, zamknę oczy i skok będzie dobry. Cały czas trzeba szukać elementów do polepszenia i być w pełni skoncentrowanym na tym, co ma się do zrobienia.

Co Pan na myśli mówiąc o pracy nad sobą? Dużo jej włożyłem w ostatnich dwóch-trzech latach. Choć podczas kwalifikacji tego nie pokazałem, bo na przykład lądowanie było trochę koślawe. To mój błąd. Chciałem wydłużyć skok i nie zdążyłem przygotować się do odpowiedniego lądowania. Nie będzie mi to jednak przeszkadzało, bo mam świadomość, że potrafię ładnie lądować. Kilkunastostopniowy mróz ma wpływ na skoki? Przy takim mrozie trzeba się pilnować, trzymać ciepło. Mamy sposoby, by to robić.

Jak wrażenia po kilku dniach w wiosce olimpijskiej? Bardzo mi się podoba. Pamiętam, jak byłem tu w 2007 roku, tyle że latem. Cały region jest wtedy bardzo ładny. Natomiast wioska, jak wioska. Zdarzają się dziwne rzeczy, jak na przykład oklejanie mebli dyktami. Ale rozumiem, że po igrzyskach mieszkania będą na sprzedaż, więc najlepiej jakby były nieużywane.

Wprawdzie konkurs czasu polskiego będą po południu, ale w Pjongczangu to znów wieczór. Nie jest to problem? Jak widać po treningach i kwalifikacjach – nie. Nie raz mieliśmy z takimi sytuacjami do czynienia. Przychodzimy, robimy swoje. W Pjongczangu już dawno jesteśmy zaaklimatyzowani.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0