Dariusz Szpakowski: Powinniśmy się cieszyć już z wyjścia z grupy. Skupiajmy się na każdym kolejnym meczu

Dariusz Szpakowski: Powinniśmy się cieszyć już z wyjścia z grupy. Skupiajmy się na każdym kolejnym meczu

– Nie ma co się nastawiać na złoty medal. Skupmy się na Senegalu, a później na każdym kolejnym meczu – apeluje Dariusz Szpakowski, komentator Telewizji Polskiej, dla którego nadchodzące mistrzostwa świata w Rosji będą już jedenastymi w karierze.

 

Mundial w Rosji będzie już jedenastym, który pan zrelacjonuje. Z każdym kolejnym emocje opadają, coraz trudniej jest pana czymkolwiek zaskoczyć?

(śmiech) Wręcz przeciwnie, emocje są coraz większe. Każda kolejna impreza to dla człowieka większe wyzwanie. Jak mawiał ś.p. Wojciech Młynarski: Im człowiek ma więcej do stracenia, tym większa trema. Ale mundial zawsze nakręca. A zwłaszcza, kiedy gra nasza reprezentacja. Mistrzostwa z Polakami są zupełnie inne niż bez nich. Cały kraj będzie żył tym turniejem, trzymał kciuki za drużynę Biało-Czerwonych.

Na jaki wynik pana zdaniem mamy realne szanse?

Życie nauczyło mnie, żeby spokojnie podchodzić do oczekiwań wobec wyniku Polaków. Wiem, że każdy chciałby byśmy zostali mistrzami świata. Mnie niezwykle ucieszyły wypowiedzi Łukasza Fabiańskiego i Grzegorza Krychowiaka. Zapytani o cel drużyny mówią, że skupiają się tylko na pierwszym meczu z Senegalem. Tak powinno być, jeśli nie przegramy tego spotkania, szanse na wyjście z grupy znacząco wzrosną. Uczy nas tego historia. Jeśli w meczu otwarcia przynajmniej remisowaliśmy, zawsze wychodziliśmy z grupy. 1974 – wygrana z Argentyną, 1978 – remis z RFN, 1982 – remis z późniejszymi mistrzami świata, Włochami, 1986 – remis z Marokiem. W XXI wieku jeszcze nam się to jednak nie udało. W 2002 przegraliśmy z Koreą Południową, cztery lata później z Ekwadorem. W związku z tym życzę naszym reprezentantom, by zaczęli ten mundial jak drużyny Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka. A później osiągnęli to samo co one, czyli zdobyli medale.

Mecze z Senegalem, Kolumbią i Japonią nie będą jednak spacerkami.

To prawda. Każda z tych reprezentacji jest zupełnie inna. A my przyzwyczailiśmy się do gry z europejskimi rywalami. Oczywiście, graliśmy niedawno z Urugwajem, Meksykiem, Koreą i Nigerią, przed mundialem zmierzymy się z Chile. Ale mecze towarzyskie to coś zupełnie innego niż te o wielką stawkę. W kolejnej fazie będzie już bardziej europejsko, z naszej grupy można trafić na Belgię lub Anglię. A później na Niemcy bądź Brazylię. Ale sport ma to do siebie, że jeśli chcesz być mistrzem, musisz wygrywać z każdym. Nawet tymi, którzy – nie oszukujmy się – są od nas lepsi nie tylko na papierze.

Widzi pan jakieś podobieństwa pomiędzy drużyną Nawałki, a tymi Górskiego i Piechniczka?

Szukanie podobieństw jest dość trudne. Dziś reprezentacja ma jedną gwiazdę, wtedy było ich trochę więcej. Z czterech mistrzostw pomiędzy 1974 a 1986 r. przywieźliśmy dwa medale oraz miejsca 5-8 i 9-16. Lata 70. i 80. to jednak zupełnie inne czasy niż dziś. Futbol też się zmienił. Pamiętam dyskusje po mundialu w 1990 r., gdzie padło bardzo mało goli. Zastanawiano się, co zrobić. Zlikwidować przepis o spalonym, powiększyć bramki? Nie, rezerw poszukano w ludziach. Choćby podczas ostatnich wielkich imprez widzieliśmy, jak znakomicie trzeba być przygotowanym fizycznie by zagrać na najwyższych obrotach siedem meczów.

Co będzie naszą największą siłą na mistrzostwach?

Mamy zespół doświadczony, a przy tym czujący niedosyt po Euro we Francji. Piłkarze mają świadomość, że nie wykorzystali wielkiej szansy. Tym razem los przydzielił nas do bardzo wymagającej części drabinki. Ale sztab szkoleniowy też wie, z czym je się wielkie turnieje. Idą sprawdzonym szlakiem, dokonując niewielkich korekt. Poczekajmy. Nie ma co się nastawiać, że zostaniemy mistrzami świata. Życie boleśnie weryfikuje takie zapowiedzi. Skupmy się na Senegalu, a później na każdym kolejnym meczu.

 

Szanse których drużyn ocenia pan najwyżej?

Na pewno Niemcy, Brazylia, Argentyna i Portugalia. Do tego trzeba dodać Hiszpanów. Ich drużyna to mieszanka zawodników, którzy wiedzą jak wygrywa się mistrzostwo świata i Europy z młodymi, głodnymi sukcesów. Myślę, że może być jakaś niespodzianka. Nie doceniamy kilku drużyn, choćby z Afryki. Poziom się wyrównał, wiele krajów mocno zainwestowało w szkolenie. Jak mawia Jurgen Klopp: „Żaden trener nie przyjedzie tylko po to, żeby uścisnąć dłoń rywala”. Każdy ma świadomość, że taka szansa może się już nie powtórzyć.

Czego życzy pan sobie i kibicom przed startem mistrzostw?

Chciałbym, żeby to był mundial emocji. A nasza reprezentacja osiągnęła więcej niż podczas Euro 2016. Ale już z wyjścia grupy powinniśmy się cieszyć. W XXI wieku jeszcze nam się to nie udało. Panowie, przełamcie złą passę i nawiążcie do chlubnych tradycji sprzed wielu lat!

RED. AIP  Rozmawiał Tomasz Dębek/FOT. SZYMON STARNAWSKI / POLSKA PRESS

COMMENTS

WORDPRESS: 0