Były selekcjoner Adam Nawałka zaszczuty przez dziennikarzy?

Były selekcjoner Adam Nawałka zaszczuty przez dziennikarzy?

Zbigniew Boniek zarzucił dziennikarzom podczas pożegnalnej konferencji Adama Nawałki zaszczucie byłego selekcjonera. Miał stuprocentową rację.

Trener z Krakowa chyba dopiero teraz w pełni zdał sobie sprawę, jak bardzo był uzależniony od opinii publicznej i mediów. Gdy są wyniki, można przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Gdy ich nie ma, mają kluczowe znaczenie. Prezes PZPN nie zrobi niczego wbrew ich woli. Dlatego decyzja Nawałki o rezygnacji bez upierania się, by przedłużyć wygasający z nim kontrakt, była mu bardzo na rękę. Nawałka nie fraternizował się z dziennikarzami. Wprowadził niepisaną zasadę, że nie będzie umawiał się z nimi na piwo i dzielił zakulisowymi informacjami. Nie był dla nich dostępny na zawołanie pod telefonem, wszystkich starał się traktować równo. Dzięki temu przez ponad cztery lata wygospodarował wokół siebie małą przestrzeń jako takiego spokoju.

 

Owszem, musiał brać udział w konferencjach prasowych, ale na tym jego obowiązki wobec mediów się kończyły. Po czym nadszedł czas próby i wtedy okazało się, że ci wszyscy, którym konsekwentnie odmawiał dopuszczenia do tajemnic reprezentacji, wzięli srogi rewanż. Świadczy o tym niezwykle mocno artykułowana teza o wypaleniu się układu z Nawałką, mimo że czołowi zawodnicy temu zaprzeczali. Ataki stały się bezpardonowe, by nie zostawić Bońkowi marginesu na jakiekolwiek zawahanie. Z dnia na dzień wszystkie zalety selekcjonera odeszły w niepamięć, na pierwszym planie pojawiły się wyłącznie jego zabobony i mniej lub bardziej wydumane błędy.

 

Najbardziej kuriozalnie brzmiała bezmyślnie powtarzana teza o beznadziejnym wyborze bazy w Soczi (przypomnijmy, tej samej, która zupełnie nie przeszkadza w dobrej grze Brazylijczykom) i wypadzie do delfinarium. Jakby element rozrywki, który do tej pory w integracji zespołu pełnił zbawczą rolę i był wychwalany przez ekspertów pod niebiosa, ni stąd, ni zowąd okazał się największą przeszkodą w zbudowaniu formy na mundial. Jak to w takich razach bywa, swoje dołożyli też ci, którym na zmianach w kadrze najbardziej zależy, czyli menedżerowie. Wiadomo, że każdy z nich chce upchnąć swojego faworyta, by potem mieć dostęp doselekcjonerskiego ucha. Dzięki występom w reprezentacji najłatwiej podbić cenę za gracza i skasować wyższą dolę przy jego transferze.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0