Bez Lewandowskiego i bez bramek na pożegnaniu Boruca

Bez Lewandowskiego i bez bramek na pożegnaniu Boruca

Grająca bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego Polska zremisowała w Warszawie 0:0 z Urugwajem. Meczem na PGE Narodowym z reprezentacją pożegnał się Artur Boruc.

Transparent „Artur Boruc, dla nas jesteś wybitny” i głośne okrzyki „Artur Boruc!” powitały wychodzących na murawę PGE Narodowego piłkarzy obu drużyn, Miał to być przecież dzień kończącego swoją przygodę z reprezentacją bramkarza, uczestnika mistrzostw świata w 2006 i Europy w 2008 roku (był też rezerwowym w kadrze na Euro 2026).

FOT. SZYMON STARNAWSKI / POLSKA PRESS

Życie bez Lewandowskiego Życie napisało jednak nowy scenariusz, a mecz z Urugwajem miał dać pierwszą odpowiedź na pytanie, ile traci nasza kadra bez Roberta Lewandowskiego. Jeszcze we wtorek mogliśmy mieć nadzieję, że nasz kapitan i najlepszy strzelec zdoła dojść do pełni sprawności. Problem z mięśniem dwugłowym uda, choć niewielki, sprawił jednak, że ani sztab naszej kadry, ani sam piłkarz, nie chcieli niepotrzebnie ryzykować i snajpera Bayernu Monachium w piątek nie było nawet na ławce rezerwowych. Zabraknie go również w poniedziałkowym meczu z Meksykiem w Gdańsku. – Minimalizujemy ryzyko dalszego urazu. Teraz przed nim bardzo trudny okres, zarówno w Bundeslidze jaki i w Lidze Mistrzów. Robert musi całkowicie wyleczyć kontuzję – tłumaczył przed meczem Adam Nawałka, a w podstawowym składzie wyszedł ostatecznie Kamil Wilczek. Swoje poprawki do scenariusza dopisał również selekcjoner Biało-Czerwonych, choć akurat o tym było wiadomo od początku zgrupowania. Z Urugwajem jego zespół miał zagrać w eksperymentalnym zestawieniu, z trójką w obronie. Mocno eksperymentalnym, bo kontuzja Michała Pazdana sprawiła, że partnerami Kamila Glika byli w piątek Thiago Cionek i Jarosław Jach. W rolę wahadłowych (bocznych pomocników, przeistaczających się w razie potrzeby w obrońców, lub skrzydłowych) wcielili się Bartosz Bereszyński (zastępujący kontuzjowanego Łukasza Piszczka) i Maciej Rybus. Wilczek to nie Lewandowski, ani nawet Milik – Robert to wybitny zawodnik i nie ma się co czarować, że uda się go zastąpić jeden do jednego. Będziemy próbować zmian pod kątem personalnym, ustawienia, ale też przekazanie części jego obowiązków innym graczom – zapowiadał Nawałka. Brzmiało interesująco, pierwsza połowa pokazała jednak, że teoria swoje, a w praktyce wychodzi, jak wychodzi. Wilczek to nie Lewandowski, ani nawet Arkadiusz Milik, choć przypomina kontuzjowanego napastnika Napoli warunkami fizycznymi i tym, że również jest lewonożny. Napastnik Bröndby IF starał się, w 20. minucie mógł nawet zdobyć bramkę. Po płaskim podaniu Rybusa w pole karne strzelił jednak wysoko nad bramką. Poza tym zbyt wiele do przerwy nie pokazał. Inna sprawa, że trochę brakowało mu wsparcia. Niby lewą stroną próbowali szarpać Kamil Grosicki, z Rybusem, a prawą Jakob Błaszczykowski z Bereszyńskim. W środku pola próbowali rozgrywać Grzegorz Krychowiak i Jacek Góralski. Nie przynosiło to jednak efektów, a najgroźniej pod bramką Urugwaju robiło się po rzutach rożnych (po jednym z nich goście omal nie strzelili sobie samobójczego gola). Wyglądało to tak, jakby w głowach co poniektórych piłkarzy wciąż tkwiła jeszcze porażka z Urugwajem 1:3 w Gdańsku, jesienią 2012 roku. Cavani i długo nic, a potem zszedł Boruc Goście również nie podkręcali tempa. W pierwszych minutach meczu z rzutu wolnego próbował zaskoczyć polskiego bramkarza Edinson Cavani, ale jego strzał trafił w mur, a dobitka poleciała wysoko nad bramką. Pod koniec pierszej połowy goście przeprowadzili kilka groźnie zapowiadających się akcji, ale albo przerywali je nasi obrońcy, albo swoje robił fetowany przez kibiców przy każdej interwencji Boruc, którego występ zakończył się – zgodnie z zapowiedziami – w 44. minucie. Sędzia przerwał na chwilę spotkanie, koledzy ustawili się w szpaler, a rozgrywający 65. mecz w kadrze (z takim zresztą wystąpił numerem, żaden bramkarz w historii reprezentacji Polski nie rozegrał większej liczby spotkań) opuścił boisko, żegnany owacjami kibiców. Zastąpił go Łukasz Fabiański.

Nie taki Urugwaj straszny, zwłaszcza bez Suareza Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę i można było tylko mieć nadzieję, że w drugiej doczekamy się większych emocji. Zaczęło się obiecująco, a piłkarze Nawałki doszli zapewne do wniosku, że nie taki ten Urugwaj (zwłaszcza bez Luisa Suareza, który na prośbę Barcelony został w klubie) straszny. W końcu zaczęło być groźnie pod bramką gości, raz niebezpiecznie strzelił Błaszczykowski, a w 62. minucie składną akcje kolegów omal nie wykończył celnym strzałem Wilczek (skończyło się na rzucie rożnym). W 70. minucie na boisku pojawił się (za Góralskiego) Piotr Zieliński i można było mieć nadzieję, że pomocnik Napoli rozrusza w końcówce jeszcze bardziej nasz zespół. Bramek się jednak nie doczekaliśmy, choć w 80 minucie Grosicki strzelił z ostrego kąta. Trafił jednak w boczną siatkę. W poniedziałek w Gdańsku czeka nas kolejna faza taktycznych i personalnych eksperymentów trenera Nawałki. Tym razem w meczu z Meksykiem. Znów bez Lewandowskiego i już bez Boruca. Polska Urugwaj 0:0 Sędziował: Istvan Vad (Węgry) Widzów: 56,147 tys Polska: Boruc(44.Fabiański) – Cionek(46. Jędrzejczyk), Glik, Jach – Bereszyński, Krychowiak, Góralski(70. Zieliński), Rybus – Błaszczykowski(75.Mączyński), Grosicki(89.Makuszewski), Wilczek (66. Świerczok). Urugwaj: Silva – Varela, Gimenez, Lemos, Silva – Bentancur, Nández(66. Sanchez), Vecino, De Arrascaeta(74.Gomez) – Pereiro(60. Rodriguez), Cavani.

Hubert Zdankiewicz aip

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0