Beczki z chemikaliami w lesie pod Wadowicami. Wydział Zarządzanie Kryzysowego postawiony na nogi

Beczki z chemikaliami w lesie pod Wadowicami. Wydział Zarządzanie Kryzysowego postawiony na nogi

Olbrzymie ilości chemikaliów w beczkach, prawdopodobnie rozpuszczalników, farb i substancji ropopochodnych, znaleziono w lesie koło Wadowic. Interweniować musiał wydział Zarządzania Kryzysowego. Policja ustala, kto je ty przywiózł i skąd się wzięły niebezpieczne odpady.

Mieszkanka Stanisławia Górnego, a dokładnie przysiółka Drabóż, przeraziła się widząc to, co znalazła w pobliskim lesie. [przycisk_galeria] – Ktoś w czwartek w nocy lub nad ranem musiał wyrzucić tutaj te beczki, strasznie śmierdzą, wręcz nie można oddychać, jak się stanie w pobliżu – opowiada mieszkanka Stanisławia Górnego (gmina Wadowice), która jako pierwsza natrafiła na to znalezisko. Kobieta natychmiast powiadomiła straż miejską. – Powiedzieli mi, że teraz mają jeszcze kilka innych zgłoszeń, ale na pewno szybko przyjadą – dodała. Czekając na mundurowych wykonała jeszcze kilka zdjeć. Widać na nich, że beczki noszą logo firmy produkującej farby oraz impregnaty do drewna. Według oznaczeń beczki zawierały łatwopalną substancję. Biorąc pod uwagę fakt, że zostały wyrzucone na suchą leśną ściółkę, istnieje realne zagrożenie rychłym pożarem. Dodatkowo, z niektórych wycieka zawartość zanieczyszczając las. -Ilość beczek oraz ich zawartość może oznaczać,że może za tym stać ktoś z lokalnych producentów mebli – twierdzi inny z mieszkańców, który też natrafił na to znalezisko.

 

Sprawą zajęła się Straż Miejska.

 

– Jeszcze tego samego dnia, w czwartek, udaliśmy się na miejsce i dokonaliśmy oględzin tego miejsca oraz zabezpieczyliśmy je. Poinformowaliśmy o sytuacji Wydział Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta – mówi Elżbieta Daniel, komendant wadowickiej Straży Miejskiej. Toksyczne znalezisko zostało usunięte dzień później, w piątek, po oględzinach przeprowadzonych przez urzędników z magistratu. Naliczono w sumie 21 metalowych, 25 – litrowych pojemników. – Wykonalismy dokumentację zdjciową, sporządziliśmy protokół i zawiadomiliśmy policję. Specjalistyczna firma na koszt Urzędu Miasta pozbierała pojemniki i wywiozła je do utylizacji – mówi Beata Mamcarczyk, kierownik Wydziału Zarządzania Kryzysowego UM Wadowice. – Od razu też zgłosiliśmy to na policję, dostarczyliśmy dowody i w piątek po południu złożyliśmy obszerne zeznania. Sprawa jest skandaliczna i chcemy, żeby sprawca lub sprawcy, zostali ukarani, powinni także ponieść koszty naszej interwencji – dodaje kierownik Mamcarczyk. Żeby ustalić, co dokładnie było w beczkach, trzeba będzie trochę poczekać. Próbki substancji znajdujących się w pojemnikach i beczkach oraz próbki gleby zostały pobrane i przekazane do badań do Inspektoratu Ochrony Środowiska.

 

Trwa policyjne sledztwo, mające na celu znalezienie sprawców.

 

Ustalono już, że las, w którym składowano toksyczne odpady był prywatny. Nie wiadomo jeszcze jednak, czy jego właściciel ma cokolwiek z tym wspólnego i czy miał świadomość, że na jego terenie ktoś wyrzuca stare pojemniki z farbami. Postępowanie jest prowadzone w kierunku nielegalnego składowania odpadów, za co grozi do 5 lat więzienia. Po złapaniu winowajcy może mu też, w zależności od ustaleń śledczych, zostać wymierzona grzywna w wysokości do 5 tys. zł lub mandat.

 

To nie pierwsza tak sytuacja w gminie Wadowice.

 

Ponad dwa lata temu spółka odpowiadająca za wywóz nieczystości z gminy Stryszów na działkę przy ul. Polnej w Wadowicach, nielegalnie zwiozła blisko 280 ton śmieci. Po rozwiązaniu umowy z gminą firma zwinęła interes, a jej właścicielka zniknęła i nie odbierała telefonów. Na działce obok lokalnego potoku zostały po niej tylko śmieci, które zaczęły gnić. Ich przykry zapach roznosił się po całej okolicy. Gmina za posprzątanie nielegalnego wysypiska, zapłaciła ponad 85 tys. zł. a potem miesiącami starała się odzyskać te pieniądze od byłych już właścicieli składowiska. Koszt akcji w Stanisławiu Górnym poznamy dopiero za kilka dni.

 

Bogumił Storch (aip)

COMMENTS

WORDPRESS: 0