Po aukcji w Janowie Podlaskim: na 25 koni wystawionych na sprzedaż w aukcji Pride of Poland zostało sprzedanych zaledwie sześć

Po aukcji w Janowie Podlaskim: na 25 koni wystawionych na sprzedaż w aukcji Pride of Poland zostało sprzedanych zaledwie sześć

Na 25 koni wystawionych na sprzedaż w aukcji Pride of Poland zostało sprzedanych zaledwie sześć. Uzyskano w ten sposób 410 tys. euro. Fachowcy nie pamiętają tak nieudanej licytacji. Ich zdaniem zawiniła promocja imprezy i zbyt intensywne, sztuczne rozmnażanie koni.

W niedzielę w stadninie koni w Janowie Podlaskim odbył się pokaz koni arabskich. Czempionem został ogier Pogrom pochodzący z janowskiej hodowli. To dawało nadzieje, że rodzime konie nadal są pożądane i są cenie. Jednak kilka godzin później okazało się, że to płonne nadzieje. Kulminacyjnym momentem Święta Konia Arabskiego co roku jest sławna aukcja Pride of Poland. Utarło się, że przyjeżdżają na nią kupcy z całego świata, by wydać miliony na najpiękniejsze araby.

 

Tym razem było inaczej. W sumie na 25 koni sprzedano zaledwie sześć, osiągając wynik finansowy 420 tys. euro. Już w zeszłym roku (aukcja zakończyła się skandalem z ponowną sprzedażą klaczy Emira) było to 1,2 mln zł. Wówczas już fachowcy mówili, że to najgorszy wynik od lat. Przypomnijmy, że rekordowy był 2015 rok, kiedy osiągnięto ponad 4 mln euro. Przez lata kupcy za konie płacili w sumie ok. 2 mln euro. Najsłabszy pod tym kątem był 2003 r. kiedy konie sprzedano za 772 tys. euro. Teraz ten niechlubny rekord został pobity. W tym roku najdroższa była klacz Prunella sprzedana za 150 tys. euro. Zaraz za nią, pod względem finansowym, uplasowała się Anawera (110 tys. euro). Nie sprzedał się za to ogier, którego przed imprezą typowano jako jedną z gwiazd aukcji – 10-letni Albano. Utytułowany siwy ogier jest synem Aleny i ogiera Enzo. W zeszłym roku Albano został uznany za najlepszego konia Narodowego Pokazu Koni Czystej Krwi Arabskiej.

 

– To nas nie martwi, że tak mało koni zostało sprzedanych. Te, które zostały sprzedane, poszły w zupełnie dobrych cenach, jak Prunella czy Anawera – komentował zaraz po niedzielnej aukcji prezes janowskiej stadniny, Sławomir Pietrzak. Prezes stadniny w Michałowie, Maciej Grzechnik mówił: – Nie jesteśmy do końca zadowoleni z ilości sprzedanych koni, wiadomo, że chcielibyśmy więcej. Niestety, aukcji jest coraz więcej i w Polsce, i w Europie, czego wcześniej nie było. W związku z tym oferta jest dosyć duża. Kraje Bliskiego Wschodu również sprzedają swoje konie. Biuro prasowe Pride of Poland w wysłanym mailu podsumowuje: – Wśród kupujących byli przedstawiciele najważniejszych stadnin na świecie. Tradycyjnie największa liczba kupców uczestniczących w aukcji pochodziła z krajów arabskich (Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu), w licytacji brali także udział wysłannicy stadnin z Francji, Niemiec, Włoch, Rumunii i Szwecji. Po raz pierwszy była też delegacja z Chińskiego Związku Końskiego. W samej licytacji Pride of Poland wzięło udział 30 kupców. Nabywca najdroższego konia aukcji pochodzi z Czech. Dodaje także, że w tym roku średnio za konia zapłacono blisko 70 tys. euro. – Co jest kwotą porównywalną z lat ubiegłych – czytamy w mailu. Z tym, że gorszy wynik za pojedynczego konia, osiągnięto w 2012 r. kiedy średnio za konia płacono 69,7 tys. euro. Jednak wówczas sprzedano ponad 67 proc. wystawionych koni. W tym roku tek wskaźnik wyniósł 24 procent.

 

Opinie fachowców i miłośników koni nie są już tak pochlebne. – Największy negatywny efekt oszustwa na ubiegłorocznej aukcji polega na tym, że odstraszył poważnych klientów. Żaden koń nie został sprzedany do krajów arabskich. Nie przyjechała Shirley Watts, najpoważniejszy przez lata odbiorca europejski. Tej luki nie zapełnili mityczni Chińczycy, którzy się wreszcie zjawili na aukcji, tyle że nic nie kupili – ocenia na swoim blogu Hipologika, Marek Szewczyk i winą za to obarcza bezpośrednio m.in. ministra rolnictwa, Krzyszofa Jurgiela i prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych, Waldemara Humięckiego. – Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby to się mogło zmienić na plus w przyszły czy następnych latach. Nawet jeśli PiS i obecny minister rolnictwa przestaną kiedyś rządzić, to odzyskać reputację najlepszej aukcji na świecie, będzie bardzo trudno. A może się to już nigdy nie udać – dodaje Szewczyk. Jerzy Białobok, były prezes stadniny koni w Michałowie organizację samej imprezy ocenia pozytywnie. Przypomina jednak dziennikarzom, że w latach poprzednich 410 tys. euro płacono za jednego konia: – Miała być superpromocja, szczególnie w krajach arabskich, które nie odpowiedziały na nią zupełnie – stwierdził zaznaczając, że wystawione konie były całkiem niezłe, ale oferta nie była przemyślana. – To są autorskie pomysły. Sądzę, że to, co się stało, będziemy odbudowywać latami – dodał Białobok. Prof. Krystyna Chmiel, znawczyni koni i wykładowca w Państwowej Szkole Wyższej w Białej Podlaskiej ocenia, że lista koni na sprzedaż była przyzwoita. – To była mocna, średnia stawka. Nie było co prawda jakiś wyjątkowych wystrzałów, ale nie co roku rodzi się tak dobra klacz jak Pepita – mówi. Przypomnijmy, że w 2015 r. Pepitę sprzedano za rekordową kwotę 1,4 mln euro. Zdaniem znawczyni sytuacja z Pride of Poland miała dwie przyczyny. Pierwsza to promocja: – Ktoś położył marketing. Słyszałam, że była promocja w magazynie Tutto Arabi, ale chyba coś na tych łączach nie zadziałało – mówi nam. Chmiel przyczyny porażki aukcji dopatruje też w przeszłości. – Jeśli zarodki koni wysyłało się w 10 stron świata, to konie polskiej krwi są już wszędzie i nikt nie musi ich kupować. To prowadzi do deprecjacji koni. Trzeba brać przykład z hodowców koni krwi angielskiej. Oni zabraniają inseminacji i takie konie nie są wpisywane do ksiąg stadnych. I chyba ci hodowcy wiedzą, co robią bo te konie osiągają ceny wyższe niż arabskie – podsumowuje.

 

Po przejęciu władzy przez PiS, na początku 2016 r. zwolniono długoletniego prezesa stadniny w Janowie – Marka Trelę i stadniny w Michałowie – Jerzego Białoboka. Te decyzje odbiły się głośnym echem w świecie hodowców i w efekcie na zeszłoroczną Pride of Poland nie przyjechało wielu znaczących kupców. Pod nowym kierownictwem janowskiej stadniny (Marek Skomorowski, działacz Solidarnej Polski) padły dwie klacze uznanej hodowczyni, Shirley Watts. To też był skandal. Konflikt z Watts zażegnał dopiero obecny prezes SK Janów Podlaski – Sławomir Pietrzak. Prokuratura prowadzi też śledztwo ws. zarządzania janowską stadniną przez Marka Trelę. Śledztwo ma zostać wkrótce umorzone.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0