Aleksander Doba dotarł do dolnej części Zatoki Nowojorskiej

Aleksander Doba dotarł do dolnej części Zatoki Nowojorskiej

Organizatorzy transatlantyckiej wyprawy Aleksandra Doby poinformowali, że udało mu się przepłynąć pod mostem Verrazano i dotrzeć do dolnej części Zatoki Nowojorskiej. 69-letni Polak nie wypłynął jednak jeszcze na otwarty ocean. Dokładna lokalizacja kajakarza nie została ujawniona.
Aleksander Doba wyruszył z przystani w New Jersey w niedzielę, ale przepłynął tylko kilka kilometrów. Organizatorzy wyprawy tłumaczyli to silnym wiatrem. Jednak według Vladimira Breziny, który pływa kajakami wokół Nowego Jorku od 15 lat, podróżnik nie wziął pod uwagę albo zbagatelizował siłę prądów w Zatoce Nowojorskiej. „Prądy zmieniają kierunek co 6 godzin. Mogą one znacznie spowolnić albo przyspieszyć żeglugę” – powiedział w wywiadzie dla Polskiego Radia. Vladimir Brzezina uważa, że Polak wyruszył w złym momencie i miał do pokonania bardzo silny prąd. Potwierdził to w zasadzie sam Aleksander Doba, ponieważ płynąc w kierunku Statuy Wolności dopytywał żeglarzy na towarzyszących mu łodziach czy czasem nie płynie pod prąd. „Gdyby wystartował w odpowiednim momencie to nawet swoją dużą łodzią mógłby dotrzeć do oceanu jeszcze w niedzielę” – dodał Vladimir Brezina, który kajakiem wiele razy pokonał tę trasę w 3-4 godziny. Współautorka kajakarskiego bloga „Wind Against Current” Johna Till Johnson powiedziała Polskiemu Radiu, że układ prądów w Zatoce Nowojorskiej jest bardzo złożony i że sama znajomość godzin przypływów i odpływów nie wystarczy. „Jeśli ktoś wie jak pływać kajakiem gdziekolwiek na świecie to nie znaczy, że wie jak pływać w rejonie Nowego Jorku. To nietypowe miejsce” – podkreśliła.
Vladimir Brzezina wyraził jednak przekonanie, że Aleksander Doba dotrze w końcu do oceanu, choć powolne wychodzenie z zatoki musi być dla niego frustrujące. Amerykański kajakarz podkreślił, że w całej trwającej 3-4 miesiące wyprawie kilka dni nie robi prawdopodobnie wielkiej różnicy.
Wbrew zapowiedziom, że położenie Aleksandra Doby będzie można śledzić w internecie, organizatorzy wyprawy nie udostępniają na razie danych o jego lokalizacji. Tłumaczą, że nie chcą by ktokolwiek w tym momencie podpływał do polskiego kajakarza.

TS/ IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/zr

COMMENTS

WORDPRESS: 0